|
Biznes w labiryncie kultury
„Świat Biznesu” rozmawia z Markiem Sztarkiem, dyrektorem samorządowej instytucji kultury Szczecin 2016 - Czy wierzy pan w to, że w 2016 roku Szczecin stanie się Europejską Stolicą Kultury? - Tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 na pewno przypadnie jednemu z polskich miast. Robimy wszystko, żeby otrzymał go Szczecin. Ale nawet, jeśli się to nie uda, to i tak Szczecin sporo zyska na swoich staraniach. - Jaka jest misja kierowanej przez pana instytucji Szczecin 2016? - Naszym celem jest m.in. inicjowanie dialogu między różnymi centrami twórczymi, a ośrodkami władzy i kapitału. Chcemy pokazać, że kultura i sztuka nie są wyalienowane spośród innych form aktywności na rynku. Uświadamiamy ludziom, że kultura jest ściśle powiązana z wieloma dziedzinami życia: turystyką, promocją, komunikacją, transportem, oświatą i nauką itd. Kultura jest jak smar, bez którego mechanizmy przestają działać. - Czy szczecińscy artyści są dobrymi biznesmenami? - Niektórzy tak. Część artystów wymaga jednak wsparcia menedżerskiego. Potrzebują oni pomocy systemu, który ułatwi im włączenie się w obieg kulturowy. Systemem jest rynek. Artyści muszą sobie uświadomić, że ich dzieła podlegają tym samym prawom, co dobra i usługi wytwarzane przez przedsiębiorców. - Jak im wychodzi włączenie się do „obiegu”? - Są z tym pewne problemy. Artysta wejdzie w obieg rynkowy wtedy, gdy zrozumie, że sztuka nie jest celem samym w sobie. Niestety wielu artystów wciąż zachowuje się tak, jakby żyli jeszcze w minionej epoce, gdzie dominował państwowy mecenat. - Może więc, twórcy powinni współpracować z dobrymi biznesmenami? - Współpraca biznesu z artystami w Szczecinie wciąż się rozwija. Edward Osina, prezes Calbudu, w siedzibie swojej firmy urządził galerię. Jej prowadzenie powierzył krytykom sztuki. Poza tym Edward Osina, jako deweloper, współpracuje z artystami tworząc wizerunki nowych miejsc, takich jak słynna już fontanna na osiedlu Magnolia Park. Podobną współpracą może pochwalić się firma Remondis. Najnowsze dzieło Moniki Szpener - brama w parku Kownasa, która symbolizuje wejście do miejsca prezentującego sztukę współczesną, jest dowodem na to, że firma, która zajmuje się świadczeniem usług komunalnych, potrafi też zapraszać artystów do wspierania swojego wizerunku. - Modne stają się pojęcia przemysł kreatywny, czy tez przemysł kultury. Czym to się je? Poprosimy o przykłady na Pomorzu Zachodnim. - Wiele firm nawet nie uświadamia sobie tego, że są one częścią przemysłu kreatywnego. A przemysł kreatywny występuje wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z prawem autorskim, twórczością, powstawaniem nowych dzieł i wartości chronionych przez system prawny. Do przemysłu kreatywnego zaliczymy, m.in.: agencje reklamowe, wydawnictwa i media. Z kolei przemysły kultury istnieją tam, gdzie sprzedawane są dobra kultury. To są usługi artystyczne, działalność agencji koncertowych, produkcje dzieł artystycznych, widowisk, filmów, to również galerie itd. Aktualnie inwentaryzujemy wszystkie te podmioty. Proszę sobie wyobrazić, że w Szczecinie działa ponad 600 zespołów rockowych, ponad 30 chórów, zaś szkół tańca i otwartych zespołów tanecznych jest około 100. W przemyśle kultury działa również biznes. Jednym z największych domów kultury w Szczecinie stało się dziś Centrum Handlowe Galaxy. - Kiedy powstanie internetowa baza podmiotów przemysłu kultury, z których mogliby korzystać biznesmeni, np. organizując imprezy firmowe? - Powstała już taka baza danych. Nazywamy ją „Labiryntem kultury” i pod tym hasłem funkcjonuje w internecie (www.labiryntkultury.pl). Mamy w niej dane ponad 1500 podmiotów kultury i około 1000 osób związanych z kulturą. W najbliższym czasie przeprowadzimy ocenę wskaźników ekonomicznych w branży kultury i w branży twórczej. Chcemy pokazać, że stanowią one dużą siłę ekonomiczną na rynku, że zatrudniają pracowników, osiągają znaczące przychody, itd. - Czy można wśród biznesmenów wykreować „modę na kulturę”? - To się stanie wyłącznie wtedy, jeśli obie strony – biznes i kultura – zaczną traktować siebie jak równorzędnych partnerów. Dziś często ludzie kultury traktują biznesmenów jako ludzi, którzy wszystko mogą sprzedać, zaś nie rozumieją idei, potrzeb ducha. Z kolei ludzie biznesu traktują artystów jako nieudaczników i wiecznych marzycieli. To musi się zmienić. I to tak już się dzieje. Czasy, w których sponsorowany twórca był kwiatkiem do kożucha, skończyły się. Teraz, jeśli biznes poszukuje dla siebie nowego wizerunku, to korzysta z artystów. Bardzo często spotykam się z przedsiębiorcami. Traktuję ich też jak artystów, bo i w pracy w biznesie jest wiele z kreacji. Przedsiębiorcy również mają swoje wielkie misje i potrafią zwizualizować swoje przyszłe dzieło. - Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała Magdalena Szczepkowska
Fot. M.Szczepkowska
|