|
Ożywczy wiatr regat
Przedkarnawałowy nastrój skłonił nas do rozważań na temat jakości
rozrywki oferowanej mieszkańcom Pomorza Zachodniego przez instytucje
samorządowe i agencje koncertowe z regionu. Do rozmowy, która odbyła
się w „Klubiku” na szczecińskim Podzamczu zaprosiliśmy: Adama Grochulskiego, prezesa spółki Entur, Dariusza Startka, właściciela agencji Koncerty.com i Piotra Szulca, właściciela firmy o nazwie Biuro Koncertowe Piotra Szulca. Redakcję reprezentowali: Włodzimierz Abkowicz i Magdalena Szczepkowska. - W sierpniu 2007 roku byliśmy świadkami dużego wydarzenia na Wałach Chrobrego. Regaty The Tall Ships' Races odwiedziło około dwóch milionów osób. Ale przecież jedna jaskółka nie czyni jeszcze wiosny. Piotr Szulc: - Myślę, że na przestrzeni 20 lat wraz z pojawieniem się wolnego rynku ambitniejsza rozrywka wyszła z klubów studenckich. Przed laty, gdy do Szczecina przyjeżdżał zespół sprowadzony przez Adama Grochulskiego koncertował przez osiem dni dzień po dniu. Artyści występowali w klubach studenckich i kawiarni muzycznej Jubilatka, która mieściła się przy al. Wojska Polskiego obok dzisiejszego Mc Donalda. Oczywiście, wtedy łatwiej było sfinansować te koncerty. Dziś każdą złotówkę trzeba wybłagać w odpowiednim urzędzie, albo u o sponsora.
Adam Grochulski: - Brakuje nam infrastruktury. Co mamy w stolicy województwa - operę, dwa teatry oraz filharmonię. I to wszystko. Do tego śmierdząca hala SDS, gdzie w powietrzu unosi się zapach trampek.
Kiedyś kultura była podzielona na kulturę wysublimowaną – tutaj dominowały takie kluby jak Kontrasty, Pinokio, Klub 13 Muz, gdzie działały teatry studenckie, kabarety, kapele jazzowe, oraz na kulturę klezmerską. Ta ostatnia dominowała w Kaskadzie, Bajce i Zamkowej. Rzeczywiście był też rodzynek, w którym zostawiłem kilka kropel potu i niejeden pomysł. Myślę tu o Jubilatce, które dzięki jego charyzmatycznej szefowej Reni Bielińskiej, stało się miejscem, do którego zjeżdżali wszyscy znaczący w kraju wykonawcy - od operetki, poprzez kabaret do rocka. Drugim takim miejscem był Babilon przy al. Niepodległości. Miał on swoje wielkie pięć minut dzięki takim ludziom jak Piotr Szulc, Ludwik Kurek i Benek Bogusławski oraz kilku innym jeszcze wariatom. Babilon stał się miejscem kultowym dla rozrywki. Piotr Szulc: - Codziennie odbywały się tam programy kabaretowe i koncerty. Występowały gwiazdy takie jak: Lady Pank, Beata Kozidrak, Maryla Rodowicz, Lombard, Vox, Andrzej Zaucha. Adam Grochulski: - Występowały tam również rosyjskie rewie, po drodze między Moskwą a Las Vegas. - Wróćmy jednak do współczesności, która nie wygląda tak różowo. Dwa przykłady: sylwester na Jasnych Błoniach, gdzie wątpliwą gwiazdą był angielski strażak i żenująca część artystyczna towarzysząca regatom The Tall Ships’ Races. Adam Grochulski: - Sylwestrem 2006/2007 byłem naprawdę zdruzgotany. Kiedy zobaczyłem w telewizji piękną imprezę zrobioną w tym samym czasie we Wrocławiu, a potem urywki z Jasnych Błoni, zrobiło mi się wstyd, że mieszkam w Szczecinie. Jeśli nie stać nas na coś efektownego, to lepiej w ogóle nic nie róbmy. Dariusz Startek: - Wspominacie panowie lata 70., ale to nie było wówczas tak, że kultury studenckiej nikt nie dofinansowywał. Podobnie dziś trudno jest mówić o wolnym rynku w rozrywce. Media ogólnopolskie takie jak RMF i Radio Zet wspólnie z samorządami i dużymi sponsorami rozwalają ten rynek, przez takie imprezy jak chociażby Biesiady Tyskie.
Adam Grochulski: - Zgadzam się. Kto kupi bilet na Perfekt, Combi czy inny zespół, jeśli trzy razy do roku może ich zobaczyć za darmo na Wałach Chrobrego popijając piwko za 3,50. Po co później ma wydać 30 złotych za ich występ w amfiteatrze? W Polsce nigdy nie było i nie ma prawdziwego rynku rozrywki. Dariusz Startek: - Nie jestem krytyczny jeśli chodzi o codzienną Szczecina. Co wieczór odbywa się tutaj kilka imprez. Jest zatem gdzie wyjść. Problem polega jednak na tym, że część ludzi nie ma wyrobionych potrzeb kulturalnych. Nie interesuje ich ani jazz, ani oferta klubowa, czy teatralna. Dla nich jedynym wyznacznikiem oferty rozrywkowej jest występ Dody. - Ale z drugiej strony coraz więcej młodych osób jeździ na koncerty gwiazd rozrywki do Berlina. Dariusz Startek: - W Szczecinie nie ma wydarzeń na skalę międzynarodową. Szczecin dopiero tworzy swoją specyfikę. Coraz więcej mówi się o jazzie. Korzystne jest także nasze położenie. Artyści zagraniczni chętniej decydują się na występ w Szczecinie, kiedy dowiadują się, że leży on tylko 130 kilometrów od Berlina. Adam Grochulski: - Jeśli przyjeżdża znana postać z USA i występuje w Berlinie to łatwiej jest ją nam „wyrwać”. - Mówiliśmy do tej pory o Szczecinie, a przecież w regionie też się trochę dzieje. Niestety, niedawno straciliśmy Wakacyjny Festiwal Gwiazd w Międzyzdrojach. Adam Grochulski: - Złożyły się na to trzy przyczyny: odejście twórcy i wielkiego orędownika festiwalu Waldemara Dąbrowskiego, utrata finansowego wsparcia Jana Kulczyka i sztywna formuła imprezy. Nie może być, że hotel Amber Baltic służy za warowną twierdzę, gdzie gwiazdy polskiej sceny piją gorzałkę, rozmawiają o kulturze i opowiadają sobie anegdoty. Jedynie od czasu do czasu ktoś wybiega na zewnątrz, by podpisać parę autografów i odcisnąć dłoń, a potem szybko wraca do warowni. - Ale ludzie to kupowali. Adam Grochulski: - Kupowali na pewnym etapie, ale potem oczekiwali czegoś więcej. Dariusz Startek: - Może festiwal ten odrodzi się w nowej formule. Mówiliśmy, że w Polsce rozrywka nie jest urynkowiona, a na festiwalu w Międzyzdrojach właśnie zadziałał rynek. Ktoś przeniósł festiwal do Trójmiasta, bo miał lepszy pomysł i więcej pieniędzy. Gdyby władze Międzyzdrojów mogły skupić wokół tego projektu większe pieniądze, festiwal prawdopodobnie pozostałby w Międzyzdrojach. Oceniając szczeciński sylwester, Dni Morza i festiwal w Międzyzdrojach, dochodzimy do wniosku, że samorządy nie radzą sobie z takimi imprezami. Dariusz Startek: - To jest kwestia tego, na co się stawia. Adam Grochulski: - No właśnie. Przez 16 lat organizowałem w Międzyzdrojach międzynarodowe targi fotografii i sprzętu fotograficznego Polfoto, ale impreza zdechła. Miasto zamiast stwarzać możliwości rozwoju festiwalu, zaczęło się zastanawiać, jak wydobyć dodatkowe pieniądze od nas i od tych firm, które przyjeżdżały na targi. Tymczasem projekt i pomysł imprezy przejęły Międzynarodowe Targi w Łodzi. Wymyśliły one tańszą formułę i tym zachęciły wystawców, którzy przenieśli się do Łodzi. Dariusz Startek: - Zgadzam się z moim przedmówcą w stu procentach. Uczestniczę w światowych imprezach targowych i widzę jak władze poszczególnych miast zabiegają o ty, by utrzymać targi u siebie. Najważniejsze targi dotyczące muzyki etnicznej już drugi rok z rzędu były w hiszpańskiej Sewilli. Mimo, że to dla Sewilli jest tylko kwiatkiem do kożucha, to zauważyłem, że władzom bardzo na tym zależy. Imprezy targowe wszędzie na świecie są bardzo pożądane, gdyż są najtańszą formą promocji. Adam Grochulski: - Nie mnie oceniać działalność Urzędu Miejskiego w Szczecinie. Nigdy dotąd nie zwrócono się do mnie o współpracę. Cieszę się z tego, że dostrzeżono za to moje wysiłki i organizowane przeze mnie imprezy w Urzędzie Marszałkowskim, czego najlepszym dowodem jest wyróżnienie, które otrzymałem z rąk marszałka. Mało tego, marszałek poprosił mnie na rozmowę i wysłuchał moje pomysły. W miarę swoich możliwości deklarował pomoc. Aktualnie kończę przygotowania do imprezy, do której przymierzałem się półtora roku. Będzie to impreza dwudniowa w amfiteatrze, związana z jedną ze stacji telewizyjnych, której szczegółów nie mogę jeszcze zdradzić. Z przedsięwzięciem tym związane są takie osoby jak Andrzej Strzelecki i Adam Sztaba oraz kilka instytucji, które wiedzą, o co chodzi w rozrywce. Impreza będzie na poziomie Top Trendy w Sopocie i Festiwalu Opolskiego. Zamierzam ją organizować cyklicznie, co roku na przełomie czerwca i lipca. Piotr Szulc: - Moim zdaniem w Szczecinie został wykonany pierwszy krok do wytworzenia w świadomości struktur samorządowych tego, co oznacza rynek i promocja w tym prawdziwym znaczeniu. The Tall Ships' Races jest pierwszym zwiastunem takiego nowego myślenia i działania. Można stwierdzić, że komuś nie podobał się koncert The Commodors czy Dody, nie to jednak jest najważniejsze w tym przypadku. Istotne jest to, że nagle okazało się, iż do tego miasta mogą przyjechać tysiące ludzi turystów i Szczecin wcale nie stanie w korkach. A do tego mieliśmy dobrze przygotowane parkingi z toaletami, i wygodnym dojazdem. Adam Grochulski: - Dodam, że nigdy nie było tak czysto, jak w czasie tej imprezy. Dariusz Startek: - Zgadzam się z opiniami dotyczącymi The Tall Ships’ Races. Impreza została pozytywnie odebrana w świecie. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że są szanse zmian na lepsze. - Na co więc panowie liczycie? Adam Grochulski: - Bardzo ważne jest, żeby samorządy i wszystkie instytucje, które mają wpływ na kreowanie wizerunku Szczecina, stwarzanie możliwości organizowania imprez kulturalnych, rozrywkowych w naszym mieście, zwróciły uwagę na intencje organizatorów. Są organizatorzy, którzy patrzą tylko na kasę, tzn. na to, jak wyrwać jak najmniejszym sumptem duże pieniądze. Jako prezes spółki impresaryjnej wychodzę z założenia, że warto na prestiżowej imprezie zarobić tylko 3-4 proc. zysku. Bo w sytuacji, kiedy uda się wypromować miasto i region odbiję to sobie marżą 15 proc. albo jeszcze wyższą. Myślę, że miejscy decydenci powinni słuchać osób, które mają doświadczenie i dokonania w świecie kultury i rozrywki. Piotr Szulc: - Moim zdaniem, najważniejszą w tej chwili sprawą jest przekonanie decydentów, żeby starali się zrozumieć na podstawie tej wielkiej imprezy, która się odbyła, że jeżeli ktoś przychodzi i mówi, że ma dobry pomysł, to żeby go wysłuchać, a nie mówić od razu, że na to nie ma pieniędzy. Trzeba zrozumieć, że czasami zależy nam, organizatorom imprez, że robiąc imprezę chcemy, aby dobrze przysłużyła się naszemu miastu. Tak się dzieje gdzie indziej dla przykładu we Wrocławiu. Powiem rzecz niepopularną. Moim zdaniem, pierwszym krokiem do tego, żeby w Szczecinie były imprezy na dobrym poziomie, jest zlikwidowanie Szczecińskiej Agencji Artystycznej, najbardziej rakotwórczej instytucji, jaka jest w naszym mieście. Bo jeżeli ta instytucja przygotowuje przetarg na daną imprezę, a potem ten przetarg wygrywa, to jest to chore. Adam Grochulski: - Jeśli ktoś jest trenerem drużyny, to powinien powoływać do niej najlepszych zawodników. Taką uwagę kieruję do tych, którzy organizują w Szczecinie imprezy promocyjne. To smutne. że mimo, że jestem szczecinianinem , aktualnie przygotowuję imprezy w Kielcach, Sandomierzu, Wrocławiu i Poznaniu. -Dziękujemy za udział w dyskusji. Foto: (robas)
|