strona główna
  Perły Biznesu 2018: fotowoltaika z Selfy i Paweł Fornalski, prezes IAI S.A.

Znamy laureatów 15. edycji konkursu gospodarczego Pomorza Zachodniego organizowanego przez naszą redakcję

WIĘCEJ>>

AKTUALNE WYDANIE
PARTNERZY
PATRONATY
PREZENTACJE
"Świat Biznesu" nr 9-10/2011

  HOME    "Świat Biznesu" nr 9-10/2011    

Dyskusja redakcyjna: Budowanie jakości miasta

Choć boom budowlany mamy już za sobą, to kurz na inwestycjach deweloperskich wcale nie opada. Jak kształtuje się dziś rynek nieruchomości? Czy warto dziś inwestować w Szczecinie? Do rozmowy zaprosiliśmy: Wojciecha Ciurusia, wiceprezesa Ciroko, Ewę Nosek, Architekt Miasta Szczecin, Piotra Tomaszewicza, prezesa Tomaszewicz Development oraz Przemysława Wojnarowskiego z Instytutu Studiów Regionalnych w Szczecinie. Redakcję reprezentują Włodzimierz Abkowicz i Magdalena Szczepkowska.

- Doczekaliśmy się sytuacji, gdy na rynku nieruchomości podaż przewyższa popyt, a ceny mieszkań spadają. Czy to oznacza, że pod koniec 2011 r. za metr kwadratowy nowego mieszkania zapłacimy w Szczecinie 4 tys. zł brutto?

Przemysław Wojnarowski: - Jestem zwolennikiem zrównoważonego rozwoju, kiedy zarówno inwestor, klient, jak i miasto wpływają na rynek. Dziś to się dzieje. Konkurencja wśród deweloperów jest zdrowa, a oferta zróżnicowana. Często też na życzenie klienta deweloperzy sami aranżują wnętrza nowych mieszkań.

Piotr Tomaszewicz: - Nie zgodzę się z tym, że jest duża podaż i mały popyt. Popyt jest uzależniony od finansów ludzi i kredytów. A dziś ludzie nie mają pieniędzy. Banki z kolei tak się usztywniły, że młode małżeństwa często nie mają zdolności kredytowej. To powoduje, że ludzie szukają jak najtańszych mieszkań.

Ciurus.JPGWojciech Ciuruś: - Każdy towar ma swojego klienta. Dotyczy to też mieszkań. Do tego dochodzi lokalizacja, jeśli jest ona atrakcyjna, ceny mieszkań będą droższe. Za dobrą lokalizacją pójdzie lepsze wyposażenie i wyższy standard lokali. Obserwujemy dziś migrację ludzi i ucieczkę na obrzeża Szczecina, gdzie można zamieszkać bardziej komfortowo.
Deweloperzy różnicują też ceny mieszkań na poszczególnych osiedlach. Najdroższe są lofty i penthouse. Nasza firma we wszystkich swoich obiektach buduje windy, ale są też deweloperzy, którzy ich nie stosują.
Czy będzie spadek ceny za metr kwadratowy do 4 tys. zł? Może ktoś i kupi mieszkanie za tyle, ale co on w tej cenie dostanie? Jeśli miałbym doradzać, to powiem: należy odrzucić oferty zbyt drogie, a nad tanimi mocno się zastanowić, bo nie sztuka jest kupić mieszkanie dla mieszkania.

Piotr Tomaszewicz: - Obniżenie cen do 4 tys. zł, nie zmieniłoby popytu. Ludzie nie rzuciliby się na kupno mieszkań, bo już minęły czasy, gdzie kupowało się po to, by inwestować.

Przemysław Wojnarowski: - Podzielę się też taką obserwacją, że w okresie boomu budowlanego powodzeniem cieszyły się mieszkania dwupokojowe, a dziś klienci wskutek braku pieniędzy chętniej kupują kawalerki. To jest smutne, że skończył się trend podnoszenia standardu życia.

Ewa Nosek: - Uważam, że ludzi dziś częściej niż przedtem zwracają uwagę na standard, lokalizację i otoczenie. Zadają sobie pytanie: kto będzie moim sąsiadem? Tworzą się nawet nieformalne miniosiedla określonych grup wiekowych, czy zawodowych.

Szczecin przypomina dziś plac budowy.  Ruszyło wiele inwestycji. Dlaczego jednak wśród ich wykonawców tak mało jest firm lokalnych?

Piotr Tomaszewicz: - Aktualnie jako deweloper mam dużo pracy. Ale pytanie jest zasadne. Uważam, że wpuściliśmy na nasz rynek za dużo firm obcych.

Przemysław Wojnarowski: - W jaki sposób wpuściliśmy? Przecież mamy wolną konkurencję i nie da się nigdzie zapisać, że w Szczecinie budują tylko firmy lokalne.

Piotr Tomaszewicz: - No tak, ale trzeba było zawiązać kooperację między lokalnymi firmami i konkurować cenami.

Wojciech Ciuruś: - Dziś w zamówieniach publicznych wygrywa się najniższą ceną. Często taką cenę oferują firmy giełdowe, które działają w większej skali. Mają tańszy dostęp do kapitału, emitują kolejne akcje itd. My - lokalne firmy też startujemy w przetargach, często łącząc się w grupy. Przykładem jest budowa osiedla Słoneczny Zakątek na Ku Słońcu. Przy tej inwestycji Ciroko współpracuje z Polnordem i Calbudem. Myślę, że bardzo ważne jest stworzenie lokalnych struktur wymiany informacji. Wiedza jest podstawą do podejmowania decyzji na rynku.

Przejdźmy do innej sprawy, czy ktoś w Szczecinie panuje nad ładem architektonicznym?

Nosek.JPGEwa Nosek: - Mówienie o ładzie przestrzennym, to jest tak jakbyśmy rozmawiali o kosmosie. Ładu przestrzennego nie załatwimy przepisami. To jest dziedzina, która wymaga bardzo konkretnej współpracy grup deweloperskich i wykonawczych. Ład przestrzenny łączy się ściśle z ekonomią. Miasto jest organizmem, który się rozwija i w zależności od tego, jaki jest stan ekonomiczny jego mieszkańców i biznesu, tak będzie wyglądało. Możemy sobie dzisiaj założyć budowę w centrum Szczecina szklanych domów, ale jeśli nie mamy kapitału, odbiorcy i użytkownika, to nigdy tego nie stworzymy i zawsze będziemy mieć „targowisko”.
Szczecinowi brakuje pewnej grupy ludzi, która mogłaby przejąć odpowiedzialność za wygląd i wizerunek budowli. Dzisiaj wizerunek miasta ocenia się głównie poprzez liczbę reklam i kolorystykę budynków. Brakuje natomiast jakości trwałej miasta.

Czy nie za rzadko rozmawiacie państwo z inwestorami?

Ewę Nosek: - Odkąd jestem architektem miasta, staram się, by tych spotkań było jak najwięcej. Myślę, że w Szczecinie zamknęliśmy się 10 lat temu w pewnych ramach i nie możemy z nich wyjść. Tymczasem miasto tak się rozrosło, że Dobra, czy Mierzyn pełnią dziś rolę dzielnic, którymi kiedyś były Pogodno i Gumieńce. To są pewne procesy żywego miasta.

Osiedla lat 70 stworzyły w ludziach niesamowitą potrzebę życia we własnym domu i w otoczeniu zieleni. Ludzie zapragnęli wyjść z kamienicy, która ma 13 pięter, wąską windę i wiedzie się w niej upiorne życie. To spowodowało, że ludzie zaczęli uciekać z miasta na obrzeża, by tam żyć. Dziś jest odwrotna sytuacja i następują powroty do miasta. Dzieje się tak, bo deweloperzy budują przyjazne mieszkania. Człowiek w sile wieku musi mieć wszędzie blisko, a nie być uwięzionym 60 km za Szczecin.

Ład przestrzenny to jest ciągła analiza tego żywego organizmu, którym jest miasto. Tego nie załatwi się żadnym odgórnym zarządzeniem.

Przemysław Wojnarowski: - Na przykład poprzez uchwalanie planów zagospodarowania przestrzennego.

Ewę Nosek: - Plany muszą być, bo one dają pewne wytyczne dla działań.
Przemysław Wojnarowski: - Przez lata uważałem, że plany są bardzo ważną rzeczą. Dziś odszedłem od takiego myślenia. W krajach Europy zachodniej trend się odwraca. Prawo lokalne kreuje się tam w kontekście konkretnego klienta. Jeśli pojawia się chęć inwestowania na danym terenie, dopiero wówczas uchwala się plan.

Ewa Nosek: - Trzeba odpowiedzieć na pytanie, jaka ma być rola planu. To przede wszystkim wartościowanie przestrzeni i jakości miasta.

Przemysław Wojnarowski: - Ale czy aż tak szczegółowe?

Ewa Nosek: - Nie. Plan ma wyłapać te obszary, które mają być zachowane oraz otworzyć nowe przestrzenie inwestycyjne.

Wojciech Ciuruś: - W ostatnich dwóch, trzech latach obserwuję otwarcie się miasta na opinię i konsultacje. Nasz uwagi, co do planu – jego jakości i szczegółowości, podnosiliśmy w ramach Zachodniopomorskiego Klastra Budowlanego. Wnioskowaliśmy, żeby stworzyć w Urzędzie Miasta zespół ds. uzgodnień inwestycyjnych, takie szybkie ciało, które w imieniu inwestora przejdzie się po wszystkich pokojach urzędu i doprowadzi do podjęcia decyzji. Myślę, że miasto stawia już dziś na sprawność.

Przejdźmy do przykładów. Niedawno powstał w Szczecinie koszmarek architektoniczny w postaci namiotu Opery. W opłakanym stanie jest deptak Bogusława i kwartały w Śródmieściu.

Wojnarowski.JPGPrzemysław Wojnarowski: - Namiot traktujemy w kategorii tymczasowości. Miasto musi jednak zrobić to samo, co uczynili deweloperzy: wypracować swój algorytm sukcesu.

Nie może być tak, że Śródmieście jest rewitalizowane już dwunasty rok. Wiem, że Amerykanie, którzy chcieli tu wejść w latach 90. i zainwestować w całe kwartały nawet jeśli na tym interesie poparzyliby sobie ręce, to doprowadziliby tę część miasta do porządku, a przykładem na to jest kilka kamienic, które nabyli i skutecznie zrewitalizowali. Ostatecznie tak się jednak nie stało. W zamian powołana została spółka, która miała szczytną ideę, ale na razie tylko konsumuje miejskie pieniądze.

Czyli Szczecińskie Centrum Renowacyjne powinno zostać rozwiązane?

Przemysław Wojnarowski: - Koncepcja funkcjonowania SCR i innych podmiotów zajmujących się rewitalizacją nie sprawdziła się. Trzeba zadać sobie pytanie: co w przyszłości? Uważam, że warto oddać kamienice inwestorom, którzy lepiej się o nie zatroszczą.

Tomaszewicz.JPGPiotr Tomaszewicz: - Żałuję, że prezydent Jurczyk, który kiedyś obiecywał, że odda te mieszkania za złotówkę, nie zrobił tego. Jeśliby tak postąpił, to dawni lokatorzy by je sprzedali, przez co mieszkania trafiłyby na rynek.
Ewa Nosek: - Paradoks polega na tym, że niektórzy kupili te mieszkania za złotówkę. I wcale nie zamierzają się wyprowadzać. Nie myślą o rewitalizacji, tylko czekają, kiedy miasto wyremontuje ich prywatną własność.
Piotr Tomaszewicz: - Znam inną sytuację. Przy ul. Kaszubskiej, gdzie mieści się nasze biuro, lokale prywatne są zadbane, a te, które są w zasobach miejskich niszczeją.

Wojciech Ciuruś: - W Śródmieściu zawsze pozostanie jednak problem sąsiedztwa i braku miejsc do parkowania.

Porozmawiajmy teraz o tym, jak powinniśmy wykorzystać położenie Szczecina nad wodą?

Przemysław Wojnarowski: - Szczecin w skali Polski ma unikatową lokalizację i ma najdłuższą linię brzegową w kraju. W sposób naturalny pretendujemy do roli lidera, jeśli chodzi o realizację inwestycji nad wodą. Wykorzystanie waterfrontu, czyli przestrzeni nadwodnych jest szansą dla biznesu i okazją do stworzenia nowej jakości życia. Bliskim i efektownym przykładem takiego myślenia i działania jest Hamburg, gdzie zrewitalizowano 40 proc. powierzchni miasta położonego nad wodą.

Waterfront jest dla Szczecina okazją do wykreowania nowego wizerunku i zwrócenia się miasta do wody. Czy potrafimy skorzystać z tej szansy? Mam nadzieję, że tak się stanie, tym bardziej, że miasto nie czeka na inwestorów i rewitalizuje już  elementy małej architektury w przestrzeni nadwodnej. Aktualnie rewitalizowane są bulwary.

Ewa Nosek: - Nasz waterfront ma podwójną strukturę: waterfront gospodarczy i waterfront rekreacyjny. Jesteśmy jedynym miastem w Polsce, w którym wody morskie tak głęboko wchodzą w ląd. To pozwala na rozwinięcie działalności gospodarczej, chociażby portowej. Niesamowite są też walory krajobrazowo oraz rekreacyjne naszego waterfrontu. Małymi krokami możemy zbudować nową jakość. Nie trzeba być koniecznie Ameryką, żeby być bogatym państwem i dobrze żyć. Wystarczy być małą Szwajcarią. To jest kwestia tego, jak się stworzymy dany obszar.
Ale dziś waterfront, to jest skakanie przez przeszkody na Jana z Kolna.

Przemysław Wojnarowski: - Koncepcje przestrzenne rozdzieliły w przeszłości miasto od wody. Ale to nie jest tylko problem Szczecina. Te same błędy popełniły miasta europejskie, które nad wodą wybudowały trasy szybkiego ruchu. Dzisiaj jest to poważny problem. Cieszę się z tego, że dostrzega go również nasz Urząd Miasta i ma koncepcje przybliżenia się do wody. Wśród nich jest m.in. pomysł schowania trasy szybkiego ruchu pod ziemię lub przesunięcie jej w inne miejsce.

Wojciech Ciuruś: - Atrakcyjność miasta można także podnieść w inny sposób. Moim zdaniem, kluczowym obiektem, którego potrzebuje Szczecin, jest sala kongresowa. Na kongresy bowiem przyjeżdża światowa elita intelektualna.

Przemysław Wojnarowski: - Zgadzam się z panem, że centrum kongresowo-biznesowe jest nam potrzebne. I może ono powstać w przestrzeni waterfrontowej, tak jak w Gdańsku w przestrzeni nadwodnej funkcjonuje opera.

Ewa Nosek: - Szczecin musi stworzyć atrakcyjny wizerunek i w ten sposób być konkurencyjne. Miasta, które tak postąpią, wygrają. Efektem konkurencyjności będzie rozwój. W ślad za tym przyjdzie inwestor, profesor i student. Wzrośnie liczba mieszkańców. Szczecin potencjalnie ma bogatą strukturę, ale nie możemy zakładać, że trasa szybkiego ruchu nad Odrą będzie zawsze istniała, gdyż przestaniemy być konkurencyjni.

Wojciech Ciuruś: - Na koniec powiem tak: bardzo się cieszę z naszego spotkania, gdyż jestem pod wrażeniem tego, że wszyscy jesteśmy przejęci tematem miasta i jeśli narzekamy to w 20 proc., zaś w 80 proc. wymieniamy pewne koncepcje i idee. Sparafrazuję słynne hasło Johna Kennedy’ego: nie oczekujmy tego, co Szczecin zrobi dla mieszkańców, tylko co mieszkańcy zrobią dla Szczecina.

Dziękujemy za udział w dyskusji

Fot. Michał Abkowicz





Wydawca
ABKOWICZ PRESS

ul.Cukrowa 45-5,
71-004 Szczecin,

Adres redakcji
Świat Biznesu
al. Piastów 48/515
70-311 Szczecin
tel.+48 601 335 804
redakcja@swiatbiznesu.com

Redaktor naczelny
Włodzimierz Abkowicz

Zespół redakcyjny
Michał Abkowicz
Paweł Stężała
Magdalena Szczepkowska

Stali felietoniści
Jacek Batóg
Stanisław Flejterski
Dariusz Zarzecki

Współpraca
Krzysztof Jach
Elżbieta Kubowska
Mieczysław Manik
Ewa Podgajna

Skład kolumn
Monika Gerlicka
tel. 603 557 311
monika@vemo.pl

Reklamy i ogłoszenia
tel. +48 601 335 804
reklama@swiatbiznesu.com

Druk
Rex-Druk
ul.Dębogórska 34
71-717 Szczecin
tel. 91 428 11 11

Redakcja nie zwraca materiałów
niezamówionych oraz zastrzega sobie
prawo opracowania redakcyjnego
tekstów przyjętych do druku.

Redakcja nie odpowiada za
merytoryczna treść reklam, ogłoszeń
i tekstów sponsorowanych.

Świat Biznesu w Internecie: www.swiatbiznesu.com
| Strona Główna |  Kontakt | 
 
CMS System, Powered by

Liczba odwiedzin: 2750328