|
Dyskusja redakcyjna: Uczelnie na kroplówce
Tym razem dyskutowaliśmy na temat
kondycji naszych uczelni. O tym, czy wiedza może być biznesem,
rozmawiali: prof. dr hab. Włodzimierz Kiernożycki,
rektor Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w
Szczecinie, dr hab. Wojciech Olejniczak, prof.
ZUT, rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu w Szczecinie oraz
prof. dr hab. Waldemar Tarczyński, rektor
Uniwersytetu Szczecińskiego. Redakcję reprezentowali Włodzimierz
Abkowicz i Magdalena Szczepkowska.
- Aktualnie, w 2010 roku, kształci
się w Polsce 1,9 mln studentów. Prognozy OECD przewidują, że w
2025 roku liczba ich wyniesie od 1,2 do 1,4 mln. Sytuacja ta grozi
upadkiem wielu uczelni, przede wszystkim szkół niepublicznych, w
których studiuje dziś 700 tys. studentów. Jak reagują uczelnie na
niż demograficzny?
Włodzimierz Kiernożycki: -
Uczelnie tak naprawdę same wiele zrobić nie mogą. Liczę, że w
szkolnictwie wyższym nastąpią w najbliższym czasie pewne zmiany
strukturalne. Pojawiły się dokumenty, które określają kierunki
tych zmian. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opracowało
założenia nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym oraz ustawy
stopniach i tytułach naukowych. Z drugiej strony zaś światło
dzienne ujrzała strategia zmian w szkolnictwie wyższym opracowana
przez środowisko akademickie pod kierunkiem prof. Jerzego
Woźnickiego. Przewodniczącego Fundacji Rektorów Polskich.
Uczelnie stoją nie tylko przed
problemem niżu demograficznego. Od 1990 r., mimo że gospodarka
przeżyła rewolucyjne przeobrażenie, w szkolnictwie wyższym
niewiele się zmieniło. Dlatego uczelnie będą działać tak, jak
będą stymulowane przez tych, którzy dają środki na ich
funkcjonowanie. Ważny jest też wpływ otoczenia społecznego i
politycznego.
Waldemar Tarczyński: - Rok
temu na posiedzeniu Konferencji Rektorów Akademickich Szkół
Polskich zwróciłem uwagę pani minister Barbarze Kudryckiej, że
przyjęcie strategii powinno wyprzedzać zmiany w ustawach i
przepisach wykonawczych. Pani minister odebrała to jako atak na
siebie. Ale to tak na marginesie. Kluczową sprawą jest reforma
systemu finansowania szkolnictwa wyższego. Moim zdaniem,
dotychczasowa struktura finansowania jest niewłaściwa. Nie trzeba
tworzyć okrętów flagowych, takich uczelni, gdzie wydatki w
ostatnich latach przekraczają miliard złotych. Tymczasem małe i
średnie uczelnie są niedoinwestowane.
Drugą kluczową sprawą jest
rozwiązanie sprawy wieloetatowości. Jeśli szkoły wyższe mają
prowadzić badania naukowe na wysokim poziomie, wymagające
kilkuletniego zaangażowania, naukowcy muszą mieć na to czas. Przy
wieloetatowości tego czasu nie ma i to odbija się negatywnie na
badaniach naukowych.
Jeśli mówimy o niżu demograficznym,
to na US na przestrzeni ostatnich liczba studentów zmniejszyła się
o 8 tys. studentów. Dziś kształcimy 30 tys. osób. Mniej studentów
wybiera płatne formy nauki – studia zaoczne i wieczorowe, bo
pojawiły się miejsca na nieodpłatnych studiach dziennych. W ten
sposób uczelnia traci kolejne źródło finansowania. Jakoś jednak
sobie z tym niżem radzimy. Jest to okazja, by zadbać o jakość
kształcenia, unowocześnić struktury pracownicze i wyjść na
świat. Prowadzimy coraz więcej kierunków w języku angielskim i
dzięki temu pozyskujemy studentów zagranicznych. Myślę, że nie
będzie już drastycznego spadku liczby studentów w najbliższych
latach, bo spadek ten już nastąpił.
Wojciech Olejniczak: - Czeka
nas jeszcze jeden niż. W Polsce mamy około 7 tys. czynnych
profesorów, z tego w najbliższym czasie może zejść z tego świata
około 2 tys.
Nie wiem, czy państwo wiecie, ale
istnieje taki kraj na świecie, w którym nie ma ministerstwa nauki i
szkolnictwa wyższego, ale są za to laureaci nagród Nobla. Ten kraj
liczy aktualnie 7 mln mieszkańców i żyją tam jeszcze
profesorowie, którzy przyjechali z Polski, w tym były szczecinianin
prof. Pohorille. Tym krajem jest Izrael. U nas natomiast jest
specjalne ministerstwo, liczne rady i ciała naukowe. Ich istnienie
nie doprowadziło do tego, że dziś w pierwszej 500 najlepszych
uczelni na świecie, w rankingu szanghajskim, są tylko... dwa
uniwersytety z Polski. Uważam, że problem tkwi nie tylko w
finansowaniu uczelni. Gdybyśmy zlikwidowalibyśmy wspomniane ciała,
jakość uczelni byłaby wyższa.
Nowa strategia środowiskowa nie budzi
mojego zaufania, chociażby ze względu na to, że na czele tego
zespołu stoi prof. Woźnicki, który opracowywał poprzednią ustawę
o szkolnictwie wyższym. Ustawa ta założyła pętlę na uczelnie i
utrwaliła patologiczny stan w szkolnictwie wyższym.
Wydaje mi się, że sprawy szkolnictwa
wyższego są zbyt poważne, żeby je zostawiać wyłącznie
profesorom i rektorom. Powiem trawestując Napoleona: wojny nie można
zostawić samym generałom.
Uważam problem wieloetatowości za
sztuczny. Bo ja chcę być dumny z wyższej szkoły zawodowej jaką
jesteśmy. Uważam, że wyższym szkołom zawodowym nie są potrzebni
profesorowie belwederscy, tylko ludzie z doktoratami i praktyką
zawodową.
Porozmawiajmy więc o zróżnicowaniu
misji uczelni.
Włodzimierz Kiernożycki: -
Jest to bardzo ważna sprawa. W Polsce niezależnie od tego, czy mamy
szkołę zawodową, czy też szkoła o charakterze uniwersyteckim,
każda z nich wpisuje sobie do misji prowadzenie badań naukowych i
kształcenie studentów. Trzeba to zmienić. Powinny istnieć
uczelnie zawodowe z misją kształcenia studentów i uniwersytety,
które dodatkowo będą miały wpisane prowadzenie badań.
Dlaczego w rankingu szanghajskim
znajdują się tylko dwie polskie uczelnie - Uniwersytet Jagielloński
i Uniwersytet Warszawski? Miejsce na liście rankingowej zależy
przede wszystkim od liczby noblistów, osiągnięć w badaniach i
wysoko cenionych publikacji. Tymczasem w Polsce przez wiele lat
ścigaliśmy się o jak największą liczbę studentów. Im więcej
studentów, tym lepiej dla uczelni.
Dziś mamy już względnie dobrą bazę
laboratoryjną. Jesteśmy beneficjentem wielu środków z UE. Bardzo
dużo środków przekazało Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa
Wyższego. Trzeba tylko stworzyć lepsze warunki finansowania, by
zachęcić uczelnie do badań. Innego wyjścia nie ma.
Waldemar Tarczyński: - Zgadzam
się z tym poglądem. W Polsce wszystko chcemy wrzucić do jednego
worka i naukę i dydaktykę. Jeśli zdejmie się z nas ciężar
kształcenia studentów ie zmniejszając pieniędzy, to pójdą one
na badania naukowe. Gwarantuję wtedy, że nasz sukces na arenie
światowej będzie większy. Nigdy nie wygramy z Uniwersytetem w
Harvardzie, bo tam na badania trafiają także duże pieniądze z
gospodarki. A u nas pieniądze z gospodarki stanowią ułamek w
budżetach uczelni, o ile w ogóle do nas trafiają.
Wojciech Olejniczak: -
Profesorowie powinni być oceniani na podstawie liczby pieniędzy,
jakie przyniosą do uczelni. Powinni mieć kilkuletnie kontrakty
terminowe. Zasada ma być taka: przynosisz dużo pieniędzy, jesteś
wartościowy dla uniwersytetu. Nie masz grantów - paszoł won!
W Polsce mamy tylko 0,5 proc.
studentów zagranicznych, dla porównania w Czechach jest ich 6,3
proc. A przecież pół miliona Chińczyków studiuje poza granicami
swojego kraju. Dlaczego nie przyjeżdżają do nas? Wojciech
Olejniczak: - W Polsce istnieje zarządzenie minister pracy
Jolanty Fedak, które stawia przed studentami zagranicznymi barierę
finansową. Student spoza Unii Europejskiej musi się wykazać dużą
kwotą pieniędzy, które zagwarantują mu roczne utrzymanie w
Polsce. Kwoty są tak duże, jakby studenci mieli studiować na
Harvardzie czy w Oxfordzie.
Waldemar Tarczyński: -
Problemem jest także to, że studenci z Chin w 80 proc. nie mówią
po angielsku. Jadą na studia zagraniczne, żeby się go nauczyć. A
to byłyby dla nas dodatkowe koszty, na które nie dostaniemy
pieniędzy z ministerstwa. I to jest kolejna bariera.
Jak wygląda transfer wiedzy do
przemysłu?
Włodzimierz Kiernożycki: -
Pamiętam, że kiedy pracowałem jeszcze adiunkt na Wydziale
Budownictwa i Architektury, współpraca polskich firm z uczelniami
była duża. Pamiętam, że współpracowaliśmy z Pomorskim
Przedsiębiorstwem Budowy Elektrowni i Przemysłu, które budowało
elektrownie w Niemczech. Firma ta była autentycznie zainteresowana
nowymi technologiami. Po przemianach w latach 90. polska gospodarka
otworzyła szeroko swoje drzwi dla firm zagranicznych. A one weszły
do nas z własnym zapleczem naukowo-badawczym. W ten sposób
straciliśmy wiele zleceń. Na szczęście teraz zaczyna się to
zmieniać. Obserwujemy większe zainteresowanie polskich firm
innowacjami. Regionalne Centrum Innowacji i Transferu Technologii ZUT
opracowuje opinie nt. nowych rozwiązań technologicznych. To stanowi
podstawę o ubieganie się o środki unijne. Otoczenie zewnętrzne
sprawia, że przedsiębiorcy zaczynają się interesować transferem
wiedzy. Bo jest to dla nich szansa zdobycia grantów unijnych.
Waldemar Tarczyński: - Apetyt
ze strony przemysłu faktycznie rośnie, ale brakuje pieniędzy na
finansowanie na tych badań. Na dużą skalę nie ma ich ani w
szkołach wyższych, ani w przedsiębiorstwach. Nowe możliwości
pozyskiwania pieniędzy z UE dają nadzieję, że ten apetyt będzie
w końcu konsumowany.
A jak wygląda współpraca z
samorządami lokalnymi? Czy zlecają uczelnią opinie i ekspertyzy?
Waldemar Tarczyński: - Od
dwóch współpraca z marszałkiem i prezydentem Szczecina poprawia
się. Przy naszym udziale powstają strategie rozwoju i inne
dokumenty. Na tym nie zarabia się dużych pieniędzy, a
odpowiedzialność jest duża. Tak było z przygotowaną przez nas
oceną skutków kryzysu dla Pomorza Zachodniego. Wynagrodzenie
członków zespołu za kilka miesięcy pracy nie przekroczyło
miesięcznych poborów. Mam jednak nadzieję, że władze będą
coraz częściej korzystać z naszych opracowań w bieżącym
zarządzaniu miastem i regionem.
Przyszłość uczelni to także
kształcenie ustawiczne, tym bardziej, że będzie nam przybywać w
społeczeństwie ludzi starszych.
Włodzimierz Kiernożycki: -
Przez lata przyzwyczailiśmy się do tego, że od opuszczenia szkoły
do emerytury wykonujemy jeden zawód. Zmieniają się jednak czasy i
ludzie niezależnie od wieku podejmują nowe wyzwania. Otoczenie w
kraju rynkowym wymusza ideę kształcenia przez całe życie. Mamy
taką ofertę i co ciekawe mamy pełne obłożenie studiów
podyplomowych.
Waldemar Tarczyński: - Na US
prowadzimy ponad 100 rodzajów studiów podyplomowych. Wśród osób
podejmujących takie studia jest coraz więcej ludzi z dużym stażem
pracy.
Wojciech Olejniczak: - W Polsce
kształcenie dorosłych cały czas jest jednak trudne. Bo taki
stoczniowiec pomimo tego, że stocznia już upadła, to i tak całe
życie chce być stoczniowcem.
Rynek szkół publicznych i
niepublicznych jest w Zachodniopomorskiem jest spory. Czy nie
sądzicie panowie, że szansą dla wielu z nich jest konsolidacja?
Włodzimierz Kiernożycki: - Na
początku lat 90. mieliśmy najgorszy stopień skolaryzacji w Europie
i najmniej ludzi z wyższym wykształceniem w stosunku do całej
populacji. Teraz dostęp do uczelni jest dla wszystkich otwarty. W
sytuacji niżu demograficznego i ograniczonych wydatków państwa na
szkolnictwo wyższe, zwłaszcza na dydaktykę liczyć się będzie
poprawa jakości kształcenia. Uczelnie będą same kształtować
programy nauczania. Podstawową sprawą stanie się zwiększenie
oferty edukacyjnej szkół i zwiększenie potencjału
naukowo-dydaktycznego. Tę lepszą jakość można uzyskać poprzez
mądrą konsolidację w obszarze szkolnictwa wyższego. Dodam, że
dziś Polska jest krajem o największej liczbie szkół wyższych w
Europie.
Waldemar Tarczyński: - Ta
liczba jest faktycznie oszałamiająca. Rynek szkół niepublicznych
jest popsuty przez nieuczciwie działające szkoły niepubliczne -
„uczelnie krzaki”, które chcą jedynie nieuczciwie zarabiać
pieniądze, bez kadry i infrastrukturę. Psują one opinię dobrym
uczelnią niepublicznym.
Jako US będziemy zajmować się sobą,
czyli kształcić na jak najwyższym poziomie i prowadzić badania
naukowe oraz pozyskiwać środki zewnętrzne na inwestycje i badanie.
Wojciech Olejniczak: - A może
rozwiązaniem jest prywatyzacja uczelni państwowych? Bo co tu dużo
mówić, uczelnie publiczne są na kroplówce – za mało, żeby
żyć, a za dużo żeby umrzeć.
Włodzimierz Kiernożycki: -
Nasze społeczeństwo jest jednak zbyt biedne, by dostęp do nauki
był wyłącznie płatny.
- Dziękujemy za rozmowę.
Fot. Michał Abkowicz
|