strona główna
  Wybieramy Perły Biznesu 2019

Rozpoczyna się szesnasta edycja konkursu „Perły Biznesu”. Zgłoszenia
kandydatów przyjmujemy w dwóch kategoriach – Wydarzenie Gospodarcze
2019 i Osobowość Biznesu 2019. Organizatorem konkursu jest redakcja
„Świata Biznesu”.

DOWIEDZ SIĘ JAK ZGŁOSIĆ KANDYDATÓW DO NAGRODY>>

AKTUALNE WYDANIE
PARTNERZY
PATRONATY
PREZENTACJE
Świat Biznesu nr 3-4/2012

  HOME    Świat Biznesu nr 3-4/2012    

Media mnie zawsze kręciły

„Świat Biznesu” rozmawia z Michałem M. Lisieckim, prezesem zarządu Platformy Mediowej Point Group SA

Zapytajmy na początek o pana drogę życiową. Zaczynał pan od magazynu studenckiego „Dlaczego ?”. Dziś jest pan prezesem spółki giełdowej, wydawcą opiniotwórczego tygodnika „Wprost” i pomysłodawcą kilku innych projektów medialnych. Jak wspomina pan swoje pierwsze kroki w biznesie?

- Start był prosty. Prof. Wojciech Olejniczak, rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu, namawiał nas, swoich studentów, do rozkręcania biznesów, obiecując pomoc. Wykorzystałem tę deklarację i, mając pomysł, poprosiłem o wsparcie. To był 1996 r. i wówczas nie było jeszcze na uczelniach inkubatorów przedsiębiorczości. Nawiasem mówiąc, niedawno otwierałem taki inkubator w Zachodniopomorskiej Szkole Biznesu.

Kiedy człowiek bierze się za biznes, mając w kieszeni niewiele pieniędzy, szkoda jest je wydawać na drukarkę, komputer czy biurko. Na szczęście te rzeczy dała mi uczelnia. W ten sposób moje skromne oszczędności mogłem zainwestować w pomysł. Za to wsparcie, tak ważne na początku, panu rektorowi należą się słowa podziękowania.

Media tak naprawdę zawsze mnie kręciły. Na studiach bardzo dużo czytałem. Chętnie też uczestniczyłem w spotkaniach z wydawcami i dziennikarzami, m.in. Janem Bazylem Lipszycem z „Businessman Magazine” czy Markiem Królem z tygodnika „Wprost”. Z kolei gdy jako student pierwszego roku w Londynie robiłem to, co robi dziś wielu Polaków, czyli podawałem do stołu i myłem okna wieżowców, dotarłem do biografii Ruperta Murdocha. Opowieść o tym, jak młody Australijczyk podbił pół świata i zbudował koncern medialny, zafascynowała mnie bez reszty. Odpowiedź zaś na pytanie: skąd wziąć pieniądze na biznes, znalazłem w biografii Richarda Bransona, który jako student założył gazetę studencką, a potem zbudował Virgin Group.

I postanowił pan przenieść to na polskie podwórko.

- Pojechałem do redakcji tygodnika „Wprost”, by zobaczyć, jak wydaje się gazetę i jak działa biuro reklamy. Na pytanie, ile mam pieniędzy, że pcham się w ten biznes, odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że 2 tys. dolarów. Usłyszałem, że za to nie uda się zrobić gazety, trzeba mieć co najmniej 2 mln dolarów. Moja dziura budżetowa wynosiła więc 1 mln 998 tys. dolarów. Mimo to postanowiłem zrealizować swój pomysł.

Wystartowałem z pismem akademickim. Okazało się, że na sentymencie studenckim można zrobić wiele pozytywnych rzeczy. Namawialiśmy firmy, by inwestowały w tę inicjatywę. Nie było łatwo, ale jako student miałem ten atut, że mogłem ponieść większe ryzyko niż każdy trzeźwo myślący człowiek, mający dom, rodzinę i dzieci. Młody człowiek zawsze może wrócić do rodzinnego domu, posypać głowę popiołem i powiedzieć, że potrzebuje pomocy. Brak świadomości biznesowej pozwala w tym wieku skoczyć do głębokiej wody. Ja miałem tę odwagę i potrafiłem wytrzymać ciśnienie.

Redakcja „Dlaczego?” długo mieściła się w Szczecinie. W pewnym momencie okazało się jednak, że za same rachunki telefoniczne do Warszawy można wynająć w stolicy biuro. I tak też zrobiłem.

Gazeta nie była zbyt dochodowa, ale potraktowałem ją jako dźwignię, przy której zbudowałem grupę firm działających w usługach, marketingu i reklamie. W następnych latach, korzystając z sytuacji na rynku wydawniczym, udało mi się kupić miesięczniki „Machina” i „Film”. Gdy zaś trudny rynek dopadł tygodnik „Wprost” - po sześciu nieudanych próbach - kupiłem i ten tytuł. Tytuł, do którego miałem sentyment od czasów studenckich.

Co poza lekturą dobrych biografii przydaje się w biznesie?

- Pierwszą swoją działalność gospodarczą zarejestrowałem jeszcze w liceum. Taki wczesny start powoduje, że człowiek nie ma barier i nie daje wcisnąć się w schematy. Wtedy ma się dużą wyobraźnię i odwagę. Jeśli jednak ktoś startuje w biznesie w późniejszym wieku, musi go budować w oparciu o wiedzę, a nie tylko o intuicję. W obu jednak przypadkach ważna jest kreatywność, cierpliwość oraz konsekwencja, bo w biznesie prawie zawsze wiatr dmucha w oczy, a trzeba iść do przodu. Biznes przypomina trochę grę w lotto. Są wielkie projekty jak Google, Facebook czy Microsoft, które były dla swoich twórców jak trafienie szóstki. Ale większość biznesów przypomina raczej stale trafianą trójkę - na następny kupon starczy.

Nie sposób w rozmowie z wydawcą „Wprost” nie zapytać o pańskie pożegnanie z Tomaszem Lisem.

- Tygodnik „Wprost”, kiedy go kupiliśmy, był w złej kondycji. Medioznawcy i konkurencja nie dawali nam żadnych szans. Trzeba było rewolucji, by pismo odżyło. Pomysł, żeby zatrudnić Tomasza Lisa, miałem jeszcze przed zakupem tygodnika. Tomek, jako naczelny, w okresie 22 miesięcy wykonał świetną robotę. Była to bardzo ciekawa, ale i trudna współpraca z człowiekiem, którego nie byli w stanie okiełznać poprzedni pracodawcy - tuzy biznesu mediowego: Mariusz Walter i Zygmunt Solorz.

W redakcji Tomek uznawał zasadę chińskiego muru, oddzielającego biuro reklamy od redakcji. I taki ma być tygodnik opinii. Nie można w nim kupić sobie tekstu. Ten fundament zachwiał się jednak, gdy postanowił utworzyć swój portal. W pewnym momencie standardy biznesowe i etyczne zostały złamane i myślę, że stało się to z pełną premedytacją ze strony Lisa. W tej sytuacji nie mogłem się zastanawiać, czy pozwolić na dalszą współpracę.

Parafrazując Marka Siwca, który powiedział, że Lisa wyrzucono po chamsku, jak pijanego palacza z kotłowni, powiem tak: Tomek pijany nie był, ale zaczął handlować nie swoim węglem. Dziś Wprost ma nowego, bardzo doświadczonego, naczelnego, Michała Kobosko i praktycznie cały nowy zespół dziennikarski.

Jak ocenia pan przyszłość mediów w Polsce?

- Wśród wydawców widać dosyć nerwową sytuację. Zmieniają częstotliwość wydawniczą, ceny, jakość papieru. A to znaczy, że w budżetach jest ciasno i trzeba się gimnastykować. Niewątpliwie nadchodzi schyłek prasy papierowej. Wydawcy muszą się oderwać od tego nośnika i znaleźć nowe miejsca wytwarzania i sprzedaży informacji. Oraz nowe sposoby ich sprzedawania. Drogę wytyczył Steve Jobs. I nią wszyscy podążamy. Jednym się to uda, innym nie.

Proszę nam zdradzić teraz, jakie są pana cele biznesowe?

- Media to jest to, co fascynuje mnie najbardziej. Wielokrotnie kusiły mnie tabloidy - maszynki do robienia pieniędzy. Jednak wymyślanie historii o tym, że w górę Odry płynie wieloryb, nie jest zajęciem specjalnie twórczym. Zostanę jednak przy mediach jakościowych. Marzy mi się zrobienie projektu na skalę europejską, jeżeli nie globalną. Niewątpliwie nowe media to umożliwiają. Przyglądamy się m.in. rynkowi telewizyjnemu. Stawiam zatem na jakość, telewizję i nowe media.

Może jakiś konkret?

- Pracujemy nad projektem, który być może będzie miał wpływ na polską rzeczywistość. Chcemy stworzyć think tank tygodnika „Wprost”, prawdopodobnie w partnerstwie z uniwersytetem George'a Sorosa w Budapeszcie. Think tank ma skupiać młodych naukowców, polityków i dziennikarzy. Naszym celem jest kształcenie w ciągu czterech lat około 400 osób specjalizujących się w ważnych dla Polski dziedzinach. Chodzi o osoby, które będą potrafiły rozmawiać ze sobą merytorycznie niezależnie od barw politycznych.

Pracujemy także nad projektem fundacji, która każdego roku będzie wspierać 12 ważnych inicjatyw społecznych.

Na koniec pytanie: jak pan dziś spogląda na Szczecin ?

- Lubię Szczecin, to spokojne miasto z piękną architekturą i zielenią. Natomiast nie znajduję przyczyny biznesowej, by do Szczecina wracać. Z perspektywy Warszawy Szczecin leży daleko, choć w ostatnim okresie zauważona została strategia Floating Garden 2050. Jest ona jednak tak odległa, że trudno powiedzieć, co dokładnie oznacza.

Z przykrością stwierdzam, że w Szczecinie brakuje infrastruktury do uprawiania turystyki wodnej. Dobrze, że w mieście powstają nowe powierzchnie biurowe i istnieje niezłe zaplecze akademickie. Szczecin powinien jednak garściami brać z Berlina. Nie bójmy się nazywać prowincją Berlina. Nie trzeba mieć na tym tle kompleksów, ale czerpać z tego, ile się da. Tak robi Wrocław, który pielęgnuje niemieckie kontakty, sprzyja przedsiębiorcom i dzięki temu znakomicie się rozwija.

Dziękujemy za rozmowę.

W dwa ognie zagrali: Włodzimierz Abkowicz i Magdalena Szczepkowska






Wydawca
ABKOWICZ PRESS

ul.Cukrowa 45-5,
71-004 Szczecin,

Adres redakcji
Świat Biznesu
al. Piastów 48/515
70-311 Szczecin
tel.+48 601 335 804
redakcja@swiatbiznesu.com

Redaktor naczelny
Włodzimierz Abkowicz

Zespół redakcyjny
Michał Abkowicz
Paweł Stężała
Magdalena Szczepkowska

Stali felietoniści
Jacek Batóg
Stanisław Flejterski
Dariusz Zarzecki

Współpraca
Krzysztof Jach
Elżbieta Kubowska
Mieczysław Manik
Ewa Podgajna

Skład kolumn
Monika Gerlicka
tel. 603 557 311
monika@vemo.pl

Reklamy i ogłoszenia
tel. +48 601 335 804
reklama@swiatbiznesu.com

Druk
Rex-Druk
ul.Dębogórska 34
71-717 Szczecin
tel. 91 428 11 11

Redakcja nie zwraca materiałów
niezamówionych oraz zastrzega sobie
prawo opracowania redakcyjnego
tekstów przyjętych do druku.

Redakcja nie odpowiada za
merytoryczna treść reklam, ogłoszeń
i tekstów sponsorowanych.

Świat Biznesu w Internecie: www.swiatbiznesu.com
| Strona Główna |  Kontakt | 
 
CMS System, Powered by

Liczba odwiedzin: 2885585