|
Raj dla łasucha
Ponad trzydzieści rodzajów, a każda równie pyszna. W „Chocoffee”, jedynej szczecińskiej czekoladziarni, można nie tylko zjeść ręcznie robione pralinki o dość zaskakujących smakach, ale także w spokoju usiąść, wypić kawę i przeczytać najświeższe wydanie ulubionej gazety. -W styczniu minął rok od momentu powstania tego miejsca – mówi Katarzyna Gniadek, właścicielka szczecińskiego „Chocoffee”. -Jesteśmy firmą rodzinną, ale działamy na zasadzie franszyzy. Jesteśmy jednym z punktów z ogólnopolskiej sieci. Siedziba główna jest w Świdnicy i należy do pana Jacka Sikory. Pomysł na otwarcie czekoladziarni wziął się... z filmu. Państwo Gniadkowie obejrzeli „Czekoladę” Lasse Hallstroma i zapragnęli stworzyć w Szczecinie podobne do ekranowej cukierni miejsce, przyciągające ciepłem i serdeczną atmosferą. -Jeździliśmy po całej Polsce i szukaliśmy takiej wytwórni czekoladek, która odpowiadałaby naszym potrzebom i wyobrażeniom – opowiada pani Katarzyna. - Byliśmy we wszystkich firmach, również tych z dużą tradycją, ale u Jacka Sikory podobało się nam najbardziej, a i smak pralinek był dokładnie taki, jakiego szukaliśmy. Zawarliśmy więc z nim umowę i otworzyliśmy nasz punkt w Szczecinie. Pieprz z marcepanem Pięknie poukładane w przeszklonej ladzie czekoladki przyciągają oko przechodzących szczecińską aleją Wojska Polskiego. Od tego już tylko krok do wejścia do sklepu – na brak amatorów pysznych słodkości właściciele „Chocoffee” nie narzekają. A sami wchodzący często nie poprzestają tylko na zakupie, ale siadają też przy stoliczkach i zamawiają kawę, herbatę lub pitną czekoladę.
-Ważna dla nas jest jakość tego, co oferujemy klientom – deklaruje pani Gniadek. - Pralinki są ręcznie robione z belgijskiej kuwertury. Ich smaki zaspokoją najwybredniejsze podniebienie. Podobnie i kawa, którą podajemy – to mieszanka najlepszych gatunków arabiki. Wybór czekoladek może przyprawić o zawrót głowy – miętowe, cynamonowe, kokosowe, korzenne, pistacjowe, cytrynowe, rumowe, kawowe... Są też i te najbardziej wymyślne: z chilli, z serem pleśniowym, z marcepanem, pomarańczą i pieprzem, z kasztanami jadalnymi czy też z pomarańczą i imbirem. Pralinki są przywożone raz w tygodniu. Ich sprzedaż zwiększa się przed świętami w rodzaju Dnia Babci, Dnia Matki czy Walentynek. -Pralinki nie są tanie, ale za cenę 20-30 złotych można już kupić ładną bombonierkę, złożoną z ośmiu czy dwunastu czekoladek i stworzyć niepowtarzalny, elegancki prezent. To porównywalne z cenami w sklepach cukierniczych – przekonuje pani Kasia.
Jak w rodzinie
Największą siłą szczecińskiej czekoladziarni jest panująca w niej atmosfera. W niewielkim lokalu, położonym tuż przy placu Sprzymierzonych, chce się posiedzieć dłużej ze względu na miły, rodzinny klimat.
-Nie może być inaczej, w końcu pracują tu członkowie rodziny Gniadków i ich przyjaciele – śmieje się pani Katarzyna. - Gdyby nie Milena, Krzysztof, Paweł, Grażyna, czy też nasza młoda kadra to pewnie i klienci czuliby się mniej swojsko. W „Chocoffee” nie zapominamy też o najmłodszych – jest dla nich specjalny kącik z kredkami i puzzlami, dzieci mogą też swobodnie biegać po całym lokalu jeśli tylko mają na to ochotę. No i co najważniejsze – jesteśmy tak długo, aż nie wyjdzie ostatni klient.
W planach właścicieli czekoladziarni jest otwarcie kolejnego lokalu. Tym razem ma on być większy i koniecznie z ogródkiem. Kiedy nastąpi jego otwarcie? Pani Katarzyna uśmiecha się tajemniczo i nie chce zdradzać szczegółów...
Katarzyna Stróżyk
|