|
W dwa ognie: Herbata wymaga cierpliwości
Świat Biznesu rozmawia z Wu
Tianyu, prezesem frmy De Tian
- W lutym, według chińskiego
horoskopu, zaczyna się rok tygrysa. Czy tygrys okaże się życzliwy
dla biznesu?
- Tygrys jest silnym zwierzęciem,
które niczego i nikogo się nie boi. Chętnie podejmuje też walkę.
Cechy te są bardzo ważne także dla biznesmenów, którzy powinni
być odważni w roku tygrysa. Myślę, że najbliższe miesiące będą
sprzyjać biznesowi.
- Jak artysta plastyk, absolwent
Akademii Sztuk Pięknych trafił do biznesu?
- Akademię skończyłem w Hubei
w Chinach. Dlaczego wybrałem biznes, odpowiem żartobliwie.
Każdy artysta maluje obraz po to, by go sprzedać. A ja pomyślałem
sobie, że lepiej jest namalować od razu nie jeden, a pięć
obrazów, by więcej zarobić. Dlatego właśnie wybrałem biznes.
Wiedza i umiejętności, które wyniosłem z akademii, przydaje się
jednak w biznesie. Moja firma zajmuje się wyrobem biżuterii. Razem
z żoną, która także jest artystą plastykiem, pilnujemy, by nasze
projekty były oryginalne i niepowtarzalne.
- Na szczecińskim rynku działacie
od kilkunastu lat. Zaczynaliście od prowadzenia kiosku z chińskimi
przysmakami. Później mieliście chińską restaurację Wielki Mur.
Ale w końcu zmienił pan branżę, czyżby kuchnia chińska nie
smakowała szczecinianom?
- Gastronomia to dobry biznes. I można
na nim zarobić. Jeśli ma się trochę pieniędzy, warto
zainwestować w gastronomię. Chwaliłem sobie ten interes, jednak po
pewnym czasie doszedłem do wniosku, że praca nie powinna opierać
się wyłącznie na zarabianiu pieniędzy. Ważna jest także
satysfakcja i zadowolenie z wykonywanego zajęcia. Człowiek się
zastanawia, po co tyle lat się uczył, skoro jego praca nie ma
związku z wyuczonym zawodem. W takiej sytuacji szuka się takiego
zajęcia, które sprawia przyjemność.
- Ale gastronomia też daje
przyjemność. Można sobie dogodzić z jedzeniem.
- Tak, ale prowadzenie restauracji
angażuje właściciela 24 godziny na dobę. Pracowałem tak przez
wiele lat. Wolne dni miałem tylko w Wielkanoc i Boże Narodzenie.
Oczywiście, w innej sytuacji są osoby, które mają sieć
restauracji, a ich prowadzeniem zajmują się menedżerowie. Wówczas
taki właściciel zachowuje się jak inwestor. Niestety, ja tak
dobrze nie miałem. Byłem jednocześnie właścicielem i menadżerem.
Co więcej nasi klienci byli przyzwyczajeni do właściciela, który
mówi łamaną polszczyzną. Tworzyło to swoisty klimat w
restauracji.
- Zamknął pan restaurację i
zajął się produkcją biżuterii. Czy interes z perłami był
strzałem w dziesiątkę?
- Zaczynając prowadzić nowy interes,
należy zastanowić się na tym, dlaczego klient powinien wybrać
właśnie naszą firmą. Większość osób odpowie: bo robi
najtańsze produkty. Według mnie, jest to bardzo zły argument. Cena
nie jest bowiem najważniejsza. Istotą każdego biznesu powinna być
jakość produktu. Trzeba wysoko stawić poprzeczkę i starać się
być lepszym od innych firm działających na rynku.
Nasze produkty pod względem cenowym
są konkurencyjne, ale poza tym mamy swoją technologię. Szczególną
uwagę zwracamy na wykończenie naszych wyrobów. Inne firmy robią
to byle jak, a my dbamy o każdy detal. Sami też projektujemy
biżuterię. W ten sposób przydaje się nasze artystyczne
wykształcenie. Bez problemu możemy wybrać najlepsze projekty
spośród prac naszych projektantów, bo się po prostu na tym znamy.
Nasza firma nie kopiuje także cudzych pomysłów.
- Biżuterię sprzedajecie nie
tylko w Polsce, ale także na rynkach obcych.
- Sprzedajemy je w krajach Unii
Europejskiej, głównie w państwach sąsiadujących z Polską. Nasze
wyroby można kupić w Czechach, Słowacji, Litwie, Łotwie i w
Niemczech. Nasza biżuteria pojawia się tam w renomowanych sklepach
jubilerskich.
Najważniejszym jednak dla nas rynkiem
jest Polska. Nasze wyroby sprzedawana są w każdym dużym mieście.
- Jak pan uważa, czy Szczecin jest
dobrym miejscem dla prowadzenia biznesu?
- Największym plusem naszej
lokalizacji w Szczecinie jest załoga. Nasi pracownicy są
największym kapitałem firmy. Wielu z nich jest z nami od kilkunastu
lat. Chwalę sobie także współpracę ze szczecińskim biznesem, a
szczególnie z firmą jubilerską Terpiłowscy. Są to solidni
klienci, którzy płacą terminowo i dotrzymują umów.
Jeśli chodzi zaś o lokalizację z
punktu widzenia kierunków naszej sprzedaży, Pomorze Zachodnie nie
jest dla nas korzystne. Ze Szczecina wszędzie mamy daleko.
- Przejdźmy teraz do pana ojczyzny
- Chin. Dziś jest to państwo z potężną siłą gospodarczą,
gdzie PKB rośnie po 10 proc. rocznie.
- Chiny faktycznie rozwijają się
bardzo dynamicznie. Tempo jest tak wielkie, że gdy przyjeżdżam do
Wuhan, miasta, w którym się wychowałem, potrafię zabłądzić na
spacerze. Tak wszystko się szybko zmienia.
Każdy rozwój ma jednak swoje koszty.
W tym przypadku są one związane z zanieczyszczeniem środowiska i
nierównościami społecznymi. Chiny są krajem kontrastów. Z jednej
strony mamy olbrzymie majątki, a z drugiej zaś ubóstwo. Nie ma też
wciąż stabilnego systemu emerytalnego.
Na tym tle pozytywnie obserwuję
rozwój Polski. Mimo tego, że dużo ludzi narzeka na swoją
sytuację, to jednak uważam, że demokracja ma swoje wady, ale nic
lepszego na świecie nie wymyślono.
W Chinach aktualnie jest dużo
kapitału. Chętnie jest on lokowany za granicą. Uważam, że spora
część kapitału inwestowanego za granicą powinna jednak zostać w
Chinach. Państwo chińskie powinno powiększać swój rynek
wewnętrzny. Takie zachowanie byłoby korzystne i dla Chin i dla
świata. Niestety, władza w Chinach uważa inaczej.
- Pomorze Zachodnie współpracuje
z prowincją Guangdong. W czerwcu odbędzie się w Szczecinie
Polsko-Chińskie Forum Naukowo-Gospodarcze z udziałem biznesu z tej
południowej prowincji Chin. Czy uważa pan, że kapitał chiński
zainwestuje na Pomorzu Zachodnim?
- Tak, myślę, że szanse są duże.
Trzeba zachęcić Chińczyków do tego, by u nas zainwestowali.
Pamiętajmy o tym, że Polska jest już członkiem Unii Europejskiej,
co dla chińskiego kapitału jest ważnym argumentem przy wyborze
miejsca do zainwestowania. Czeka tu na nich wielki rynek unijny.
Pomorze Zachodnie jest położone blisko Europy Zachodniej, co tym
bardziej przemawia za tą lokalizacją. Poza tym, Polska teraz jest
dziś szczególnie atrakcyjna dla chińskiego kapitału, gdyż mimo
kryzysu utrzymuje się u nas dodatni PKB.
Jeśli będzie odpowiednio
przygotowana oferta inwestycyjna, która zachęci chińskich
biznesmenów, to sądzę, że ulokują oni tu swoje interesy.
- A teraz nich pan nam zdradzi, co
to za herbatka, która popijamy?
- Jest to herbata o nazwie Kung fu. W
tym przypadku słowo to ma jednak inne znaczenie niż sztuka walki i
nie ma nic wspólnego z Jackie Chanem. Kung fu oznacza bowiem także
czas. A przygotowanie herbaty, którą pijemy, wymaga czasu i
cierpliwości. Podobnie zresztą jak prowadzenie biznesu. Herbatę
serwuję w maleńkich czarkach, gdyż jest ona bardzo mocna. Dodałem
do niej także kwiat chińskiego rumianku, który zapobiega grypie.
- Od kilku lat jest pan obywatelem
Polski. A jak Polskę odbierają pana dzieci. Czy czują się
bardziej Polakami, czy Chińczykami.
- Obywatelstwo polskie otrzymałem w
2004 roku. Mieszkam w Szczecinie od kilkunastu lat i moje dzieci,
Asia i Dawid, urodziły się już w Polsce. Polacy są przychylni
cudzoziemcom. Dzieci wychowały się w Polsce, a ich pierwszym
językiem też był polski. Chiński jest dopiero drugim językiem,
którego się nauczyły. Pamiętam, że kiedyś córka zapytała się
mnie nawet, dlaczego jest Chinką. Dziś już rozumie, że jest
Chinką żyjącą w Polsce, a jej ojczyzną jest zarówno Polska jak
i Chiny.
- Dziękujemy za rozmowę.
W dwa ognie zagrali : Magdalena
Szczepkowska i Włodzimierz Abkowicz
Foto: (Michał Abkowicz)
|