strona główna
  Biznes z tarczą czy na tarczy? Przeczytaj dyskusję przedsiębiorców w najnowszym Świecie Biznesu
Na pytania na temat skutków pandemii koronawirusa, oceny programów pomocowych i najbliższych miesięcy w gospodarce odpowiedzieli: Laura Hołowacz, prezes zarządu Grupy CSL, Lesław Siemaszko, właściciel firmy deweloperskiej oraz Jarosław Tarczyński, prezes Północnej Izby Gospodarczej, członek zarządu firmy Durable z Przecławia.

W najnowszym numerze Świata Biznesu warto również przeczytać wywiad z Janem Gackowskim, wiceprezesem zarządu spółki Calbud, laureatem nagrody  Perła Biznesu 2019 w kategorii Osobowość Biznesu.

W magazynie tradycyjnie znajdziemy informacje o aktualnych wydarzeniach gospodarczych z regionu, zmiany kadrowe w zachodniopomorskim biznesie i felietony ekonomistów. >>PRZECZYTAJ/ POBIERZ PDF<< 
AKTUALNE WYDANIE
PARTNERZY
PATRONATY
PREZENTACJE
Świat Biznesu 3-4/2009

  HOME    Świat Biznesu 3-4/2009    

W dwa ognie: Liczy się dobry zespół

„Świat Biznesu” rozmawia z Pawłem Szynkarukiem, dyrektorem naczelnym Polskiej Żeglugi Morskiej.

Kiedy zaczęła się pana przygoda ze statkami i morzem?

- Jeszcze w dzieciństwie. Urodziłem się w Szczecinie. Mój tata pracował w szczecińskim porcie. Był kierownikiem nabrzeża Starówka. Pracował także w dziale socjalnym i Zakładzie Usług Żeglugowych. Już wtedy byłem związany ze statkami. W porcie wchodziłem z ojcem na statki. Odkąd też sięgam pamięcią, chodziłem na szczecińskie Dni Morza i kibicowałem Morskiemu Klubowi Sportowemu Pogoń.

Jednak moją pierwszą prawdziwą morską przygodą był rejs wodolotem ze Szczecina do Stralsundu w latach 70. Wówczas wodoloty nie kończyły rejsu w Świnoujściu, tylko płynęły dalej na zachód.  To był mój chrzest morski.

Musiało się panu bardzo spodobać...

- Zgadza się. Morze zawsze mnie interesowało, a najbardziej w kontekście gospodarki portowej, ze względu na rodzinne koneksje. Poza tym, już w szkole moim konikiem była matematyka, historia i geografia.

Nie bez przyczyny więc wybrał  pan studia z ekonomiki transportu morskiego. Jak wspomina pan ten okres?

- Miałem znakomitego wykładowcę, prof. Franciszka Gronowskiego. Na wydziale ekonomicznym mieliśmy też sporo zajęć z praktykami. Bardzo przydatne były zajęcia z Ryszardem Kargerem, wieloletnim dyrektorem PŻM, oraz ze specjalistami z portu. Miło wspominam praktyki studenckie, które mieliśmy w porcie i PŻM.

Zatem wiedza wyniesiona ze studiów przydała się panu w życiu.

- Pracę w PŻM rozpoczynałem od najniższych stopni. Wiedzę uzupełniłem na różnego rodzaju szkoleniach. Bardzo przydatne były rejsy morskie, tym razem już na statkach handlowych.

Teraz jest pan dyrektorem dużego przedsiębiorstwa. Co jeszcze oprócz wiedzy przydaje się w zarządzaniu PŻM?

- Jesteśmy specyficzną firmą. Naszymi jednostkami produkcyjnymi nie są stojące na lądzie fabryki, lecz pływające po całym świecie statki. Mamy także inny cykl pracy: kilka miesięcy na morzu, a potem dłuższy odpoczynek na lądzie. Aż 90 proc. naszej załogi stanowią marynarze. Stąd też prowadzimy zupełnie inną politykę kadrową.

Jeśli pytacie państwo o zarządzanie firmą, to według mnie, bardziej od cech indywidualnych szefa, liczy się dobry zespół ludzki. Myślę tu o osobach kierujących firmą.  Preferuję gry zespołowe. W firmie tak, jak na boisku piłkarskim, liczy się dobry zespół. Dyrektor naczelny jest tylko przewodnikiem. Jego cechy indywidualne, wynikające ze szkół i doświadczenia zawodowego są oczywiście istotne, jednak i tak najważniejszy jest zespół i ludzie, którzy w tej firmie pracują. Gdyby szefem został nawet największy geniusz, to bez dobrego zespołu, sobie nie poradzi. Nie stworzy odpowiedniego programu i wizji rozwoju firmy.

Naszą firmę charakteryzuje długoletnie doświadczenie kadry zarządczej. Szczęściem PŻM jest to, że dyrektorzy naczelni nie byli przynoszeni w teczce. Każdy z nich ma za sobą doświadczenie pracy w firmie. Pracuję w PŻM blisko dwadzieścia lat, począwszy od  inspektora ds. eksploatacji. Przeszedłem poszczególne szczeble kariery, łącznie z pracą za granicą. Znam tę firmę od podszewki.

Opinia społeczna niezbyt dobrze odebrała jednak zakusy komercjalizacji firmy, co mogłoby popsuć to co udało się stworzyć. Jakich użył panargumentów, że ministerstwo odeszło od tego pomysłu?

Od początku byliśmy zaskoczeni sytuacją, która wytworzyła się 13 czerwca ub.r., kiedy Sejm w trzecim czytaniu omawiał ustawę, która pozwalała skomercjalizować PŻM. Nasze zdziwienie było tym większe, że nikt z nami nie rozmawiał na ten temat, ani  nawet nie zasięgał opinii. Pominięte zostało kierownictwo firmy, związki zawodowe, rada pracownicza. Nikt nie pytał, jakie jest nasze zdanie.

Zanim doszło do projektu ustawy, ministerstwo nie przyjmowało naszych zaproszeń do rozmów o przyszłości PŻM. Chcieliśmy rozmawiać z resortem o docelowych rozwiązaniach dotyczących firmy. Tymczasem grupa bliżej nie określonych posłów wyszła z propozycją komercjalizacji. Nie był to pomysł ministerstwa.

Po co nam komercjalizacja, jeśli nie ustaliliśmy z ministerstwem, w którą stronę idziemy i jak będziemy firmę prywatyzować.  Informacja o komercjalizacji firmy wywołała wielki niepokój wśród załogi. Ludzie znają losy skomercjalizowanych przedsiębiorstw gospodarki morskiej, takich jak: Polskie Linie Oceaniczne, Polska Żegluga Bałtycka, Transocean, Gryf i Odra. Z ich skomercjalizowania nic dobrego nie wynikło. Wsadzenie bowiem firmy do prywatyzacyjnej zamrażarki nie spowoduje samo w sobie jej rozwoju.

Przedstawiliśmy w ministerstwie argumenty merytoryczne za utrzymaniem obecnej struktury własnościowej firmy. Dodam, że żadne kontrole, które były u nas przeprowadzane, nie wykazały żadnych zastrzeżeń do naszego funkcjonowania. Siła naszych argumentów była ważniejsza niż argument siły. I tego się trzymamy.

A jak radzi sobie PŻM w dobie kryzysu gospodarczego?

Kryzys dotknął żeglugę morską bardzo mocno, zwłaszcza przewozy ładunków suchych. W drugiej połowie ub. r. nastąpiło gwałtowne załamanie rynku. Sytuacja jest bardzo ciężka. Dramatycznie spadły stawki frachtowe. Drastycznie spadła liczba ładunków. To wpływa na to, że część statków nie pracuje. Choć i tak nie jesteśmy w najgorszej sytuacji. Nie  musimy odstawiać statków na dłuższe postoje, tzw. lay-upy. Aktualnie na świecie tysiące dużych masowców stoi. Niektóre nawet prosto ze stoczni produkcyjnej płyną na postój, gdzie czekają na lepsze czasy. Nas sytuacja do tego jeszcze nie zmusiła.

Tniemy koszty, ale nie obniżamy pensji pracowniczych. Zamroziliśmy przyjęcia do pracy na lądzie. Obniżyliśmy koszty zarządu. Związki zawodowe zaakceptowały zamrożenie płac.     Na szczęście przez ostatnie lata w PŻM skupialiśmy się na inwestycjach. Kupowaliśmy nowe statki. Nie zajmowaliśmy się zaś pomnażaniem zysków poprzez kontrakty walutowe, które wiele firm wprowadziły w pułapkę.

Aktualną sytuację na rynku morskich przewodów towarowych najlepiej obrazuje przykład, że od pół roku nie przewieźliśmy ani grama ładunku dla Zakładów Chemicznych Police i firmy handlującej chemikaliami CIECH. Czekamy, aż przemysł wyjdzie z kryzysu i stanie na nogi.

A jaki jest Paweł Szynkaruk po pracy?

I tu państwa zaskoczę: wakacje lubię spędzać nad polskim morzem. Razem z żoną, Aliną, także szczecinianką, chętnie - gdy tylko czas nam na to pozwoli - wyjeżdżamy również w weekendy na odpoczynek do Międzyzdrojów. W góry nie jeździmy, ani zimą ani latem. Wolimy płaskie tereny.

Lubimy z żoną podróżować i zwiedzać inne kraje. Dobrze czujemy się w klimatach śródziemnomorskich. Pięć lat mieszkaliśmy we Włoszech. Ostatnio bardzo spodobała nam się Malta. Miło wspominamy również winnice nad Mozelą. Dobra kuchnia i dobre winno są bliskie sercu. Na te tematy mógłbym rozmawiać godzinami.

Lubimy także dobre kino. Jesteśmy kinomanami. Ciszymy się, że znowu można się dobrze bawić na polskich komediach, a nie tylko na firmach hollywoodzkich.

Żałuję, że mam coraz mniej czasu na uprawianie sportu. Kiedyś grałem wyczynowo w piłkę ręczną i nożną. Cieszę się więc z sukcesów naszych szczypiornistów. Wierzę, że również piłkarze Pogoni zaczną grać na wysokim poziomie, jak za dobrych lat. Sprzyjać temu będzie powrót do morskości tego klubu, w który mocno jest zaangażowany PŻM. Ale i tak chodzimy z synem, Michałem, na mecze Pogoni. Syn nie wyrzekł się Portowców mimo, że studiuje informatykę na Politechnice Wrocławskiej.

Dziękujemy za rozmowę.

W dwa ognie zagrali: Magdalena Szczepkowska i Włodzimierz Abkowicz    
Fot. Sylwia Abkowicz

SBszynk2.jpg 





Wydawca
ABKOWICZ PRESS

ul.Cukrowa 45-5,
71-004 Szczecin,

Adres redakcji
Świat Biznesu
al. Piastów 48/515
70-311 Szczecin
tel.+48 601 335 804
redakcja@swiatbiznesu.com

Redaktor naczelny
Włodzimierz Abkowicz

Zespół redakcyjny
Michał Abkowicz
Paweł Stężała
Magdalena Szczepkowska

Stali felietoniści
Jacek Batóg
Stanisław Flejterski
Dariusz Zarzecki

Współpraca
Krzysztof Jach
Elżbieta Kubowska
Mieczysław Manik
Ewa Podgajna

Skład kolumn
Monika Gerlicka
tel. 603 557 311
monika@vemo.pl

Reklamy i ogłoszenia
tel. +48 601 335 804
reklama@swiatbiznesu.com

Druk
Rex-Druk
ul.Dębogórska 34
71-717 Szczecin
tel. 91 428 11 11

Redakcja nie zwraca materiałów
niezamówionych oraz zastrzega sobie
prawo opracowania redakcyjnego
tekstów przyjętych do druku.

Redakcja nie odpowiada za
merytoryczna treść reklam, ogłoszeń
i tekstów sponsorowanych.

Świat Biznesu w Internecie: www.swiatbiznesu.com
| Strona Główna |  Kontakt | 
 
CMS System, Powered by

Liczba odwiedzin: 3044410