strona główna
  Szanowni Czytelnicy!
Zapraszamy do lektury najnowszego wydania magazynu Świat Biznesu. Jak co roku o tej porze wiele miejsca na naszych łamach przeznaczyliśmy na relację z gali wręczenia Pereł Biznesu. Polecam również rozmowę z Michałem Lisieckim, wydawcą znanych tytułów prasowych i twórcy giełdowego koncernu - Grupy Mediowej Point Group...
AKTUALNE WYDANIE
PARTNERZY
PATRONATY
PREZENTACJE
Świat Biznesu 11-12/2009

  HOME    Świat Biznesu 11-12/2009    

W dwa ognie: Polszczyzna full wypas

„Świat Biznesu” rozmawia z dr hab. Ewą Kołodziejek, językoznawczynią, profesorką Uniwersytetu Szczecińskiego.

- Dzięki publikacji podsłuchów dowiedzieliśmy się, jak rozmawiają politycy i biznesmeni zamieszani w aferę hazardową. Czy nie przeraża pani taki język Mira i Zbycha?

kolodziejek.jpg- Teksty, które zostały upublicznione, to zapis rozmów prywatnych. Nie wiem, czy mamy prawo powiedzieć, że tak mówią politycy i że te mocne słowa, które słyszeliśmy, charakteryzują język polityki. Nie ulega jednak wątpliwości, że język publiczny, a więc i język polityki, i język biznesu bardzo się zbrutalizował. Być może nasze odczucie jest spowodowane tym, że wszystkiego dowiadujemy się za pośrednictwem mediów, które wymuszają na osobach publicznych brutalność zachowań i sformułowań. Są politycy, którzy nie zaistnieliby w mediach, gdyby nie bywali się kontrowersyjni i nie używali w wywiadach mocnych słów. Dziś liczą się słowa, rzeczy i fakty szokujące i wstrząsające.

- Gdyby ludzie nie chcieli tego słuchać i czytać, to zapewne media zachowywałyby się inaczej.

- Zgadzam się. Mówienie o sprawach miłych i przyjemnych w gruncie rzeczy nudzi odbiorców. To cecha naszych czasów: chcemy mocnych wrażeń, a wszystko winno być szybkie, przebojowe i brutalne. Nie ma się jednak co łudzić: biznes i polityka nie należą do tych sfer życia, w których ważną rolę odgrywa savoir vivre, klasa i styl. To jest świat, w którym brutalizują się i zachowania, i język. W każdym razie tak nam to wszystko przekazują media.

- Slogany reklamowe także szokują...

- Odbiorcy reklamy chyba jednak nie oczekują tekstów miłych, ładnych i przyjemnych. Podkpiwamy z reklam szamponów czy reklam twarożków, które wystarczy skonsumować, żeby znaleźć się w raju. Jeśli uładzonych, grzecznych formuł reklamowych jest zbyt dużo, zwykły czytelnik czy telewidz jest nimi znużony.

Reklamy są obrazem naszych potrzeb. Potrzebujemy „superpromocji”, „festiwalu zakupów”, „ekstazy cenowej”. Zauważamy ten produkt, który zareklamowany jest mocno, szokująco. To nas trochę gorszy, ale i ekscytuje. Na witrynie sklepu z młodzieżowymi ubraniami w Szczecinie pojawiła się kiedyś reklama: “Marża zdechła, a ceny zerżnięte”. Sformułowanie było bardzo wulgarne, gdyż słowo rżnąć w języku polskim jest neutralne tylko w odniesieniu do drewna lub szkła, ale mieszkańcy bardziej byli rozbawieni niż zgorszeni.

- Czyli reklama szokująca jest reklamą skuteczną.

- Oczywiście. Pamiętam reklamę pewnego farmaceutyku: „Aviomarin – on od pawia wybawia”. Każdy przyzna, że reklama jest dowcipna, ale przekracza granice elegancji, dobrego smaku i zasadę stosowności. Jednak z reklamą lepiej nie dyskutować. Przekonałam się o tym kilka lat temu, kiedy emocjonalnie zareagowałam na obraźliwy w moim odczuciu slogan „Nie dla idiotów”. Napisałam nawet felieton pt.: “Kto tu jest idiotą”, który w gruncie rzeczy był reklamą tej sieci specjalizującej się w wymyślaniu kontrowersyjnych sloganów.

W reklamie chętnie korzysta się też z wyrazów slangowych i żargonowych: “full wypas”, „zajefajnie”, „kumać”, “jarzyć” itp. Coraz częściej pojawiają się w niej wyrazy wulgarne. Widziałam zdjęcie billboardu stojącego przed jednym z supermarketów w jakimś mniejszym mieście, a na nim ogromny napis: “Zajebista wyprzedaż”. Pozostawię to – jak się teraz modnie mówi – bez komentarza.

- Zmieńmy temat. Ekonomiści i politycy często używają żargonu ekonomicznego. Nie mówią językiem zrozumiałym. Wystąpienia ekonomistów - począwszy od Balcerowicza - nie trafiają do przeciętnego Polaka. W efekcie poklask zdobywają populiści, bo w ich wypowiedziach wszystko jest proste i jasne.

- Zgadzam się z taką opinią. Problemem ludzi uczonych jest mówienie prostym językiem o sprawach trudnych. Tego trzeba się uczyć, o czym sama się przekonałam, gdy zaczynałam swoją przygodę z felietonem prasowym popularyzującym trudną, specjalistyczną wiedzę o języku. Trochę to trwało, zanim nauczyłam się pisać w sposób przystępny i zrozumiały dla czytelnika codziennej gazety. Jeśli profesor ekonomii mówi językiem specjalistycznym do odbiorców bez fachowego przygotowania, to nie może liczyć na akceptację swoich pomysłów, dlatego często ponosi fiasko, a sukces odnosi populista, mówiący przystępnie, choć nieprawdziwie.

- Skoro mówimy o słowach niezrozumiałych, to wspomnijmy o zapożyczeniach z innych języków: outsoursing, franchising, specjalista ds. public relations i tym podobne. Cały czas pojawiają się nowe zjawiska, które trzeba jakoś nazwać.

- To oczywiste. Język reaguje na zmiany w świecie, bo przecież jest podstawowym narzędziem poznawania rzeczywistości. Wiele nowych zjawisk ma już w innych językach swoją nazwę, którą często przyswajamy. Próby zastąpienia wyrazów obcych słowami rodzimymi nie przyniosły zadowalających efektów. Pamiętam różne konkursy, w których szukano polskiej nazwy na określenie i trudnych zapożyczeń, na przykład „fachowiec ds. public relations”. Proponowane nazwy: wizerunkowiec, zachwalator, pochwalnik nie zyskały społecznej aprobaty. Okazało się, że nie ma w naszym języku określenia, które mogłoby w pełni oddać znaczenie tego obcego słowa. Dziś najczęściej zamiast trudnej i nieekonomicznej nazwy używa się określenia piar i piarowiec, co jednak nie dla wszystkich jest zrozumiałe.

- Często wolimy użyć słowa zapożyczonego niż polskiego, na przykład modny jest ostatnio wyraz event oznaczający wydarzenie. Co złego jest w rodzimym określeniu wydarzenie, że wolimy event?

- W słowie wydarzenie nie ma niczego złego, wszystko złe jest natomiast w słowie event: obce, niezrozumiałe, z rozbieżną wymową i ortografią. Tego słowa trzeba się po prostu nauczyć. Moim zdaniem jest absolutnie zbędne, a ponadto snobistyczne.

- Event oznacza też imprezę.

- O tak! Impreza to słowo, które może zastąpić każde wydarzenie, każdą uroczystość. Jeśli dziś nawet pogrzeb bywa tak nazwany, znaczy to, że słowo to „pożarło” wszystkie możliwe synonimy.

- Stosować zatem zapożyczenia, czy lepiej tego nie robić?

- Stosować rozsądnie i z umiarem. Z nowościami wyrazowymi jest tak, że część z nich zapożyczamy z języka obcego, dlatego że są nam potrzebne, a część dlatego, że lepiej brzmią w innym języku. Lubimy obce słowa, bo jesteśmy językowymi snobami.

Inna sprawa, że po latach obce słowo, początkowo ocenione negatywnie, staje się jednak potrzebne, wypełnia lukę w rodzimym słownictwie. Pamiętam, że kiedyś byłam przeciwniczką słowa news, uznając, że wystarczą nam takie słowa, jak wydarzenie czy wiadomość. Dzisiaj zliberalizowałam swoje poglądy i wiem, że news to nie każda wiadomość. Potrzeba więc kilku lat, by ocenić nowość na tle zasobu leksykalnego języka i jeśli okazuje się, że obcy wyraz wypełnia lukę, to go akceptujemy.

Nie jestem przeciwniczką zapożyczania. Jest wiele słów, które trzeba zaaprobować, zwłaszcza kiedy nazywają nowe zjawiska, niemające w naszym języku rodzimej nazwy, np. leasing, marketing, skaner, bankomat, logo, laptop, e-mail. Trudno jest mi jednak przekonać się do słowa design, bo uważam, że niepotrzebnie wypiera takie słowa, jak wizerunek, projekt, model, typ, wygląd.

- A jak pani podoba się określenie specjalista ds. zasobów ludzkich?

- Nie lubię “zasobów ludzkich”, bo są kalką z języka angielskiego - human resources. Mieliśmy kiedyś określenie kadry, a na specjalistę – kadrowiec. Dziś jednak wolimy zasoby ludzkie, bo może kadry kojarzą się nam z niedobrą przeszłością? Śmieszy mnie też to, że teraz każdy może być menedżerem lub liderem. Jak to jest możliwe, że w jednym przedsiębiorstwie może być kilku liderów? Lider jest jeden! Przykład ten pokazuje, że są słowa niepotrzebnie zapożyczane, które tylko zakłócają komunikację.

Znam też słowa, które pod wpływem obcych języków tracą swoje znaczenie ustabilizowane w polszczyźnie. Proszę zobaczyć, co się stało ze słowem festiwal. Mamy dziś nie tylko festiwale teatralne, festiwale malarstwa czy festiwale piosenki, ale i festiwal radosnych zakupów, festiwal zasług dyrektora, festiwal sznycla wiedeńskiego, festiwal golonki, a także festiwal wypadków na drogach czy festiwal salmonelli (gdy się wczasowicze nad morzem pochorowali). Okazuje się, że pod wpływem mody językowej słowo festiwal straciło swoje znaczenie i dziś oznacza tylko ‘dużo’. Podobnie zmieniło się słowo premiera, które tradycyjnie odnosiło się do kultury wysokiej i oznaczało ‘pierwsze wystawienie sztuki na deskach teatru’. Dziś swoją premierę mogą mieć samochody, perfumy, drukarki, procesory i co tam kto jeszcze chce.

- A co sądzi pani o emotikonach i o skracaniu słów? Czy jest przyzwolenie językoznawców na „buźki” zamiast wyrazów?

- Zbyt częste stosowanie emotikonów powoduje pozbywanie się słów z osobistego słownika. Nie muszę pisać: cieszę się, martwię się, jest mi smutno, bo wystarczy, że „kliknę” sobie „buźkę”. Taki znak graficzny zwalnia nas z konieczności wysiłku intelektualnego i znalezienia odpowiedniego słowa do wrażenia danej emocji. A skracanie słów to młodzieżowa moda panująca w języku. Ze slangu młodzieżowego przeszły do polszczyzny potocznej takie słowa, jak nara, pozdro, siema, sorka. A, że my, dorośli uwielbiamy młodzież i nie mamy prawa ani zamiaru się zestarzeć, to chętnie używamy języka młodzieży. Jednak takie zachowanie jest dopuszczalne jedynie w kontaktach bardzo swobodnych. Witając studentów na wykładzie, nie mówię do nich siemka ziomy, tylko dzień dobry państwu, albo swobodniej: witam państwa. A na koniec wykładu nie dozo, tylko do zobaczenia. Jednak nie wszyscy dziś rozróżniają sytuacje komunikacyjne, dlatego polszczyzna oficjalna bywa zbyt swobodna. Ale to już temat na inną rozmowę.

- Dziękujemy za spotkanie.

W dwa ognie zagrali Włodzimierz Abkowicz i Magdalena Szczepkowska

Fot. SA





Wydawca
ABKOWICZ PRESS

ul.Cukrowa 45-5,
71-004 Szczecin,

Adres redakcji
Świat Biznesu
Pl. Hołdu Pruskiego 8
70-550 Szczecin
tel.091/4429275, fax 091/8854803


Redaktor naczelny
Włodzimierz Abkowicz
tel. 091/4429275
redakcja@swiatbiznesu.com

Zespół redakcyjny
Michał Abkowicz
Aneta Dolega
Katarzyna Stróżyk
Magdalena Szczepkowska
Mirosław Winconek

Stali felietoniści
Stanisław Flejterski
Wojciech Olejniczak
Aneta Zelek

Reklamy i ogłoszenia
tel. 0 601 335 804
reklama@swiatbiznesu.com

Druk
Rex-Druk
ul.Dębogórska 34
71-717 Szczecin
tel. 091/4281111

Redakcja nie zwraca materiałów
niezamówionych oraz zastrzega sobie
prawo opracowania redakcyjnego
tekstów przyjętych do druku.

Redakcja nie odpowiada za
merytoryczna treść reklam, ogłoszeń
i tekstów sponsorowanych.

Świat Biznesu w Internecie: www.swiatbiznesu.com
| Strona Główna |  Kontakt | 
 
CMS System, Powered by

Liczba odwiedzin: 360489