strona główna
  Wybieramy Perły Biznesu 2019

Rozpoczyna się szesnasta edycja konkursu „Perły Biznesu”. Zgłoszenia
kandydatów przyjmujemy w dwóch kategoriach – Wydarzenie Gospodarcze
2019 i Osobowość Biznesu 2019. Organizatorem konkursu jest redakcja
„Świata Biznesu”.

DOWIEDZ SIĘ JAK ZGŁOSIĆ KANDYDATÓW DO NAGRODY>>

AKTUALNE WYDANIE
PARTNERZY
PATRONATY
PREZENTACJE
Świat Biznesu 1-2/2009

  HOME    Świat Biznesu 1-2/2009    

Za zrównoważonym rozwojem

„Świat Biznesu” rozmawia z prof. Waldemarem Tarczyńskim, rektorem Uniwersytetu Szczecińskiego, i prof. Józefem Perencem, prorektorem Uniwersytetu Szczecińskiego ds. finansów i rozwoju.

Spotkaliśmy się, by porozmawiać na temat kondycji finansowej nauki polskiej, w szczególności zaś szkolnictwa wyższego. W ten sposób włączamy się w dyskusję nad projektem nowej ustawy o finansowaniu nauki. Wiemy, że pan prof. Perenc kieruje zespołem, który zajmuje się opiniowaniem ustawy w środowisku uniwersyteckim. Zwracamy się więc z pierwszym pytaniem: jak na tle innych polskich uniwersytetów wypada budżet Uniwersytetu Szczecińskiego?

perenc_1.JPGJózef Perenc: - Posłużę się takimi liczbami, które pokazują kwoty z budżetu państwa przeznaczone nakłady na rzeczowe aktywa trwałe, w niektórych uniwersytetach w latach 2006-2007. Dla przykładu, Uniwersytet Jagielloński otrzymał 200 milionów złotych, Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu – 166 milionów złotych, Uniwersytet Kardynała Wyszyńskiego prawie 90 milionów złotych, podobnie Uniwersytet Warszawski. Z kolei zaś w Gdańsku w ramach 87 milionów złotych dotacji z budżetu państwa powstał m.in. campus uniwersytecki.

 

Waldemar Tarczyński: - To są tylko lata 2006-2007, a trzeba pamiętać, że od 2000 roku z okazji różnych jubileuszy Uniwersytet Jagielloński otrzymał 600 milionów złotych, podobnie UW, UAM – po 400 milionów złotych, zaś Uniwersytet Gdański ponad 200 milionów złotych.

Józef Perenc: - We wspomnianym okresie dwóch lat średnia dotacja budżetowa na jeden uniwersytet wyniosła 65 milionów złotych. Niestety, pieniądze w wysokości 22 milionów złotych, które trafiły w tym okresie do Uniwersytetu Szczecińskiego były trzykrotnie mniejsze od średniej krajowej. Czy nie świadczy to o rażących dysproporcjach?!

Jakie jest więc kryterium przyznawania pieniędzy na inwestycje?

tarczy__ski_1.JPGWaldemar Tarczyński: - Wygląda to w ten sposób. Uczelnie składają zapotrzebowanie na projekty inwestycyjne wraz z uzasadnieniem. Następnie ministerstwo rozpatruje i ocenia te wnioski. Brane są pod uwagę różne rzeczy m.in. kategoria uczelni. Przypomnę w tym miejscu, że Uniwersytet Szczeciński ma co prawda sporo jednostek uczelnianych z pierwszą, najwyższą kategorią, ale jako cała uczelnia pierwszej kategorii jeszcze nie ma. Chcemy ją otrzymać w tym roku akademickim.

Wracając do podziału środków na inwestycje. Ministerstwo przyznaje pieniądze na projekty, które uważa za priorytetowe. Nie chcę doszukiwać się żadnych podtekstów politycznych, ale niestety w trakcie poprzednich rządów zdarzało się, że ministrowie z poszczególnych regionów mocno zabiegali o środki dla uczelni ze swoich województw.

Jesteśmy zwolennikami zasady zrównoważonego rozwoju i uważamy, że należy ją realizować w sposób przemyślany. Największe uniwersytety oczywiście powinny otrzymywać więcej pieniędzy, ale dysproporcje nie mogą być aż tak duże. Nie może być tak, jak w omawianym zestawieniu inwestycyjnym, gdzie najwięcej pieniędzy w latach 2006-2007 trafiło do UJ, który otrzymał 16 razy więcej pieniędzy od zamykającego stawkę Uniwersytetu w Białymstoku (zaledwie 12 milionów złotych).

Minister Barbara Kudrycka pod koniec listopada poinformowała, że wzrost nakładów na naukę w budżecie na 2009 r. wyniesie prawie 30 proc., czyli o ponad 1 miliard złotych. Pani minister twierdzi, że stajemy się europejskim liderem, jeśli chodzi o dynamikę nakładów na naukę. Czy jest zatem tak dobrze, czy po prostu do tej pory było aż tak źle?

Waldemar Tarczyński: - Raczej to drugie. Polska cały czas się rozwija, dlatego każdy wzrost będzie u nas większy niż w krajach, które mają gospodarkę ustabilizowaną i tę drogę dawno mają już za sobą. Rozwój najlepiej jest mierzyć udziałem nakładów na naukę w Produkcie Krajowym Brutto. Jeśli bowiem PKB wzrośnie, a wydatki na naukę wyrażone w procentach PKB nie wzrosną, to mimo większej kwoty pieniędzy przeznaczonej na naukę, nie będziemy mieli rozwoju, a zaledwie status quo. Trzeba spoglądać, jak rozwija się cała gospodarka. Jeśli szkolnictwo wyższe będzie rozwijać się wolniej od gospodarki, to pojawią się problemy. Już zresztą je mamy: brakuje inżynierów i kadry menedżerskiej, która potrafi zarządzać gospodarką.

Senat Uniwersytetu Szczecińskiego ocenił projekt ustawy o zasadach finansowania nauki. Co nie podoba się państwu w tym dokumencie?

Józef Perenc: - Uważamy polskiej nauce są potrzebne nowe regulacje zwiększające nakłady na naukę z aktualnego poziomu 0,77 PKB do 2 - 2,4 proc. PKB, tak jak jest to w wysokorozwiniętych krajach. Zarówno poprzedni premier, jak i aktualny na spotkaniu z rektorami wyższych uczelni zapowiedzieli, że przyrost nakładów na naukę będzie wzrastać rocznie o 0,16 PKB. Wynika z tego, że biorąc pod uwagę obecny poziom nakładów na naukę to nawet w przeciągu pięciu lat nie dojdziemy do poziomu 2 proc. PKB. Nie można zrobić skoku z 0,8 do 2 proc w ciągu jednego roku. Żaden budżet tego nie wytrzyma. Kraje, które podnosiły nakłady na naukę, robiły to stopniowo. Finlandia, Niemcy, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone dochodziły do wysokich wskaźników drobnymi krokami.

Waldemar Tarczyński: - Plusem aktualnej sytuacji w Polsce jest możliwość korzystania z funduszy unijnych. Można je przeznaczać na naukę i utrzymanie infrastruktury.

Józef Perenc: - Niestety długo nie będziemy mogli porównywać się ze Stanami Zjednoczonymi, z tego względu, że nie ma u nas kultury pomagania uczelniom i nauce, choćby poprzez kluby absolwentów. I choć przedsiębiorcy czasami deklarują, że chcieliby nam pomóc, ale kiedy przychodzi do konkretów, okazuje się, że państwo nie stwarza biznesmenom warunków zachęcających ich do przekazywania pieniędzy na naukę. Gdybyśmy chcieli stworzyć nowoczesne laboratoria, to prędzej czy później pojawi się bariera pieniędzy. Tymczasem środków ze sponsoringu, czy też zleceń ze strony biznesu jest na uczelniach bardzo mało. A pamiętam lata 60. i 70., kiedy wewnątrz uczelni mieliśmy dużo zleceń z przemysłu. Do uczelni zwracały się także resorty. Wówczas nakłady na naukę były skromne, ale dzięki tym dodatkowym pieniądzom budżet uczelni był większy.

Waldemar Tarczyński: - Ameryka zbudowała swoją potęgę gospodarczą w znacznej mierze dzięki bardzo rozwiniętemu systemowi ulg podatkowych. W Polsce zaś odchodzimy dziś od ulg. Aktywność ludzi w gospodarce rynkowej zależy od tego, czy im się stworzy warunki: przejrzysty system podatkowy i zwolnienia z podatków. Mechanizm powinien być taki: wspomożesz szkołę wyższą, finansujesz badania naukowe – otrzymujesz ulgę. To naprawdę by działało. W takim modelu gospodarka się nakręca, bo sami gospodarujemy podatkami i nie czekamy tylko na to, co dostaniemy z budżetu państwa.

W Ameryce ulgi obejmowały niemal wszystko, co było przydatne gospodarce. U nas powinno być podobnie. Jeśli w Szczecinie okaże się, że jest np. za mało fryzjerów, to prezydent powinien podpisać uchwałę rady miasta zapewniającą tym, który rozpoczną działalność fryzjerską, zwolnienie z podatków lokalnych. Władza musi zachęcać ludzi do pewnych działań. Podobnie powinno być na styku nauka-biznes. Jeśli nie ma ulg, to szkolnictwo wyższe musi liczyć jedynie na pieniądze z budżetu. Gospodarki krajów, które rozwijały się dynamiczniej, korzystały z systemu ulg przy wspieraniu nauki i szkół wyższych. W Polsce w ogóle tego nie mamy.

Dodam, że wydajemy na uczelni więcej pieniędzy niż dostajemy ich z ministerstwa. Dobrze zatem, że niektóre usługi edukacyjne są odpłatne.

Józef Perenc: - Kształcimy 37 tys. studentów, z których połowa jest na studiach dziennych. Otrzymujemy 60 proc. dotacji na studia stacjonarne, resztę, czyli 40 proc. musimy sami wypracować. Jeśli nie byłoby płatnych studiów, nie mielibyśmy wystarczających środków nawet na płace pracowników!

studencifoto.JPG 

W uchwale Senatu piszecie państwo tak: Od 2004 r. pogarsza się status finansowy pracowników nauki. Skromne regulacje płac w 2008 roku nie wyrównały wskaźnika inflacji. Czy w nowej ustawie o finansowaniu nauki jest iskierka nadziei na to, że status pracownika naukowego się poprawi?

Waldemar Tarczyński: - Nie, bo szczegółowe zasady wynagradzania nie są przedmiotem tej ustawy. Akt ten ma zorganizować naukę i szkolnictwo wyższe oraz określić ogólne zasady finansowania.

Nie jest jednak tak, że tylko narzekamy. Sytuacja płacowa na uczelni jest lepsza niż jeszcze kilka lat temu. Jeśli jednak odniesiemy to do wzrostu gospodarczego, do przeciętnej zmiany płacy, jaka miała miejsce w Polsce, to jesteśmy daleko w tyle. Przez cztery ostatnie lata nie było żadnej regulacji płac. Były jedynie obietnice wyborcze, że będą podwyżki.  Mówiło się nawet o podwyżce w wysokości 20 proc., a wyszło, jak wyszło. Okazało się, ze pieniędzy jest zdecydowanie mniej. Jeśli dajemy profesorom i doktorom podwyżkę na poziomie 60-100  złotych miesięcznie, zresztą  pierwszą od czterech lat, to daleko jest do dogonienia inflacji.

Na ile podwyżki ograniczane są przez możliwości uczeni, a na ile ograniczenia wynikają z innych przyczyn?

Józef Perenc: - Szkolnictwo wyższe, jak już wspomnieliśmy, w przeprowadzanej reformie finansowania nauki jest na szarym końcu. Przez trzy lata mieliśmy zakaz przeznaczania pieniędzy na podwyżki. Musieliśmy to przestrzegać. Mamy nadzieję, że w nowym roku, kiedy wraz z nową ustawą budżetową pojawią się nowe pieniądze na naukę, będą one w większym stopniu przeznaczone na szkolnictwo wyższe.

Tacy ludzie jak naukowcy, którzy przyczyniają się do przyrostu PKB, też mają prawo uczestniczyć w podziale wzrostu PKB. A my przecież nie tylko mamy zajęcia ze studentami. Jesteśmy odpowiedzialni za rozwój kadry naukowej zajmujemy się pracą badawczą, piszemy książki i inne pomoce dydaktyczne.

Od roku nie ma już dotacji na studia niestacjonarne. Nie możemy też pozwolić sobie na podnoszenie czesnego za studia. W naszym województwie, przy bardzo wysokiej stopie bezrobocia w niektórych powiatach, jest to niemożliwe, gdyż wiele osób po podniesieniu czesnego nie będzie stać na studia.

Waldemar Tarczyński: - Już teraz obserwujemy, że studenci rozkładają płatności za studia niestacjonarne na raty.

Czy możemy zaryzykować tezę, że paradoksalnie zbawieniem dla naukowców są szkoły prywatne, dzięki którym uczeni mogą zarobić dodatkowe pieniądze?

Józef Perenc: - Nie zgadzam się z takim poglądem. Czy jest możliwe, żeby w naszym systemie społecznym dominowały szkoły prywatne? Wiadomo, że nie – muszą być jedne i drugie. Uczelni publicznych w Polsce jest około 115, do tego dochodzi jeszcze ponad 300 wyższych szkół prywatnych. W Szczecinie mamy sześć uczelni państwowych i kilkanaście prywatnych.

Nasuwa się kolejne pytanie: czy Polsce potrzeba dwa miliony absolwentów szkół wyższych rocznie? Czy taką liczbę "produkowanych" co roku absolwentów wchłonie gospodarka? Czy znajdą miejsce pracy i czy będą pracować w wyuczonym zawodzie – zapytajmy wpierw o to.

Proszę pamiętać też i o tym, że my przygotowujemy kadrę dla szkół prywatnych, bo przecież prawa do doktoryzowania mają tylko dwie uczelnie niepubliczne w kraju.

Waldemar Tarczyński: - Szkoły prywatne powinny być, ale niech posiadają swoją kadrę naukową. Jeśli jest to - tak jak teraz - kadra, która załatwia sobie dodatkowe zatrudnienie, dzięki czemu jej status materialny jest lepszy, to nie jest to korzystne dla rozwoju szkolnictwa wyższego. Musimy pamiętać, że doba ma tylko 24 godziny. Kiedy naukowiec ma zajęcia na drugiej uczelni, to wiadomo, że w tym czasie nie prowadzi badań naukowych, cierpi na tym jego macierzysta uczelnia. Jestem zwolennikiem pewnego ograniczenia, żeby jednak trzon kadry uczelni niepublicznych stanowili uczeni, którzy tam pracują na pierwszym etacie.

Józef Perenc: - Jeśli ktoś na państwowej uczeni pełni funkcje kierownicze, nie powinien w szkole prywatnej pełnić żadnych funkcji. Wtedy jest kolizja interesów.

Waldemar Tarczyński: - To tak jakby dziennikarz pracował jednocześnie w Gazecie Wyborczej i Rzeczpospolitej.

Józef Perenc: - Oczywiście nie zabraniamy naszym pracownikom pracować na uczelniach prywatnych. Senat nasz jednoznaczne opowiedział się jednak przeciwko pracy na dodatkowym etacie na uczelni prywatnej przez osoby pełniące kierownicze stanowiska na Uniwersytecie. Rozumiem, młodych asystentów, którzy otrzymują 1800 zł brutto, posiadają rodzinę i muszą “związać koniec z końcem” budżet domowy. Nie dziwię się im, że korzystają z  drugiego zatrudnienia.

W waszych uwagach do projektu ustawy o zasadach finansowania nauki, piszecie też i o takich paradoksach, jak to, że studenci tzw. kierunków zamawianych mogą miesięcznie otrzymywać ekstra stypendium 1000 zł, co w połączeniu ze stypendium naukowym w wysokości  600 zł oznacza, że student dostaje tyle samo pieniędzy co doktorant pracujący na uczelni.

Józef Perenc: - To jest właśnie jeden z przykładów nonsensów. Powiem więcej studenci np. informatyki mogą jeszcze "załapać się" na pieniądze z firmy, która jest zainteresowana jego zatrudnieniem. Student może więc zarabiać nawet do 3 tys. zł., a asystent na uczelni -1800 zł. Moim zdaniem, do takich dysproporcji nie powinno dochodzić. To jest zniekształcenie proporcji.

Studenci dziennych studiów doktoranckich  są w wyjątkowo złej sytuacji. Jeśli taki człowiek dostanie 1000 zł stypendium i nawet jeśli mieszka w hotelu asystenckim, to ma kłopoty ze “związaniem końca z końcem”. Sytuacja doktorantów jest trudna. Oczekujemy także w tym miejscu rozwiązania ogólnopolskiego. Dziś tylko najbardziej wytrwali, około 20-30 proc. doktorantów, dochodzą do dyplomu doktora.

Waldemar Tarczyński: - Poza tym, jeśli doktorant otrzymuje stypendium, to  nie może podejmować pracy. Nie jest to do końca przemyślane, bo choć są to studenci trzeciego stopnia, to przecież zakładają już rodziny, mają dzieci, a co za tym idzie muszą mieć jakieś mieszkanie i środki na codzienne wydatki. System stypendialny powinien być taki, żeby ci ludzie mogli z niego przeżyć, a nie klepać biedę. Jeśli więc startujący naukowiec nie ma dobrze zarabiającej partnerki lub partnera  albo zasobnych rodziców, którzy mu pomagają, to ma bardzo trudną sytuację.

Rozmawiamy z rektorem i prorektorem największej uczelni na Pomorzu Zachodnim i  nasuwa się na myśl taki wniosek że, głos środowiska szczecińskiej nauki nie dociera do ministerstwa. Czy to oznacza, że w tym kraju nigdy nie zmieni się stosunek do szkolnictwa wyższego?

Waldemar Tarczyński: - Pani minister  doskonale  rozumie nasze wątpliwości. Jest jednak pewien syndrom, który można określić: “z próżnego  i Salomon nie naleje”.  Funkcjonują dwa ciała kolegialne : ciała kolegialne typu Konferencja Rektorów Uniwersytetów Polskich oraz Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Przez przewodniczących tych instytucji nasze sugestie przekazywane są na poziom ministerialny. Ministerstwo ma więc świadomość nastrojów na naszej uczelni i poglądów naszej kadry naukowej.

Powtórzę się. Opowiadamy się na rzecz zasady zrównoważonego rozwoju. Odstęp między uczelniami, które dostają najwięcej pieniędzy na inwestycje, a tymi, które otrzymują ich najmniej, nie może być aż tak duży. Oczywiście powinna być pewna rozpiętość, ale nie aż tak olbrzymia.  Kiedy pieniędzy jest za mało, realizowana jest polityka “krótkiej kołdry”, Trzeba wówczas dbać o to, żeby to, co jest w miarę równo dzielić.

Proszę tylko nie odnieść wrażenia, że “dołujemy”. Nie. Nie ma u nas takiej biedy, że “dołujemy”. Są pewne pozytywne elementy. Jest miejsce na rozwój, ale mogłoby być lepiej. Myślę też, że gdyby ministerstwo miało komfort działania taki, jak zapowiadał premier po wygranych wyborach parlamentarnych, że przyrost środków na szkolnictwo wyższe będzie zdecydowanie większy, to wtedy rozmowa o systemach stypendialnych i wynagrodzeniach pracowników byłaby zupełnie inna. Po prostu inna byłaby sytuacja, kiedy jest co dzielić.

Józef Perenc: - Średnia dotacja na studenta w 2007 roku wyniosła w skali Polski 8 429 zł. W naszym uniwersytecie dotacja, którą dostaliśmy z warszawy to 6205 zł. Są uniwersytety, które mają dotację na studenta, która wynosi ponad 10 tysięcy zł. Jeśli więc jedna uczelnia dostaje dotację na studenta o cztery tysiące zł większą od innej, to różnice w poziomie kształcenia na pewno muszą być.

Nie ma przecież fizycznej możliwości, żeby wszystkich studentów “skoszarować” w czterech czy sześciu miastach Polski i tam ich kształcić. Po to jest 18 uniwersytetów i dziesiątki innych uczelni, żeby kształcić jak najbliżej miejsc zamieszkania. Dlaczego więc dostajemy jako uniwersytet dotacje na studenta o 2 tysiące poniżej średniej krajowej. Pytam się więc, czy nie mamy prawa upominać się o swoje.

Nie może być tak, że będziemy dotowali - podaje przykład - studia na fizyce w Warszawie, a nie tworzymy szansy, żeby młodzież z Pomorza Zachodniego studiowała na tym samym kierunku na naszej uczelni. Jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby stworzyć szansę naszej młodzieży nauki na miejscu. A tego nie zapewni nierówny dostęp do pieniędzy budżetowych.

Od 1 stycznia będziemy mieć w Szczecinie nową uczelnię, Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny, który powstał z połączenia Politechniki Szczecińskiej i Akademii Rolniczej. Może zatem łączenie się uczelni w większe organizmy jest sposobem na to, żeby dostawać więcej pieniędzy z ministerstwa?

Waldemar Tarczyński: - Jest to idea znana od wielu lat. Moim marzeniem był duży uniwersytet zachodniopomorski, składający się z Uniwersytetu Szczecińskiego, Pomorskiej Akademii Medycznej i Akademii Rolniczej i silny uniwersytet technologiczny, który powstałby na bazie Politechniki Szczecińskiej i Akademii Morskiej. Tak się nie stanie, bo AR łączy się z PS. Od stycznia będą więc w Szczecinie dwa uniwersytety, ale środowisko naukowe nadal jest „poszatkowane”. To nie służy naszemu rozwojowi  w okresie prac nad reformą systemu finansowania szkolnictwa wyższego w Polsce, a do tego w czasach niżu demograficznego, kiedy mniej jest chętnych na  studia wyższe.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali Włodzimierz Abkowicz i Magdalena Szczepkowska
Foto: Magdalena Szczepkowska i Michał Abkowicz

rektorat1.JPG 





Wydawca
ABKOWICZ PRESS

ul.Cukrowa 45-5,
71-004 Szczecin,

Adres redakcji
Świat Biznesu
al. Piastów 48/515
70-311 Szczecin
tel.+48 601 335 804
redakcja@swiatbiznesu.com

Redaktor naczelny
Włodzimierz Abkowicz

Zespół redakcyjny
Michał Abkowicz
Paweł Stężała
Magdalena Szczepkowska

Stali felietoniści
Jacek Batóg
Stanisław Flejterski
Dariusz Zarzecki

Współpraca
Krzysztof Jach
Elżbieta Kubowska
Mieczysław Manik
Ewa Podgajna

Skład kolumn
Monika Gerlicka
tel. 603 557 311
monika@vemo.pl

Reklamy i ogłoszenia
tel. +48 601 335 804
reklama@swiatbiznesu.com

Druk
Rex-Druk
ul.Dębogórska 34
71-717 Szczecin
tel. 91 428 11 11

Redakcja nie zwraca materiałów
niezamówionych oraz zastrzega sobie
prawo opracowania redakcyjnego
tekstów przyjętych do druku.

Redakcja nie odpowiada za
merytoryczna treść reklam, ogłoszeń
i tekstów sponsorowanych.

Świat Biznesu w Internecie: www.swiatbiznesu.com
| Strona Główna |  Kontakt | 
 
CMS System, Powered by

Liczba odwiedzin: 2885637