|
„Valentino", czyli włoska podróż
-Polacy
powinni gotować tylko polskie potrawy, Turcy - tureckie, a Włosi
wyłącznie włoskie
- tak uważa Tino
Cangi,
nowy szef kuchni szczecińskiej restauracji „Valentino".
Zresztą, o swoim pobycie w Polsce mówi: -
Mam tu swoją misję, by nauczyć was, jak smakuje prawdziwa kuchnia
italiano. Bo wiele restauracji serwuje jej imitację. Chcę też,
byście się nauczyli poprawnie wypowiadać nazwy naszych dań.
Tino
Cangi pochodzi z Bari. W branży gastronomicznej jest obecny od ponad
30 lat. Od kilku tygodni pracuje w Szczecinie, we włoskiej
restauracji przy Deptaku Bogusława. Tino mówi, że
w życiu kieruje się łacińską maksymą Horacego „carpe diem",
a najbardziej kocha gotowanie, kobiety i wino: -
Może ożenię się z Polką?
- żartuje. - Liczę,
że ona będzie dla mnie gotowała po polsku. Sam nie zabieram się
do przyrządzania waszych potraw. Jestem bowiem przekonany, że
powinno się gotować zgodnie ze swoją narodowością i tradycją
wyniesioną z domu. Tylko wtedy kuchnia staje się jak najbardziej
wiarygodna.
Co
jest specjalnością Tino Cangi?: - Wszystko!
- zapewnia kucharz. I zaraz dodaje: -
Może potrawy spoza karty? Lubię, kiedy przychodzi klient i prosi o
ugotowanie czegoś, co jadł we Włoszech, a czego jeszcze nie
umieściliśmy w naszym menu.
Dość
imitacji
pizzy!
Tino
Cangi całkowicie zmienił kartę dań szczecińskiej restauracji: -
W
tej chwili mamy potrawy z różnych regionów Włoch. To jak podróż
po moim kraju -
mówi. - A
jeśli pojawi się u nas mieszkaniec Bari, Bolonii czy Palermo, na
pewno nie poczuje różnicy pomiędzy tamtejszą kuchnią, a daniami
z „Valentino" -
zapewnia.
Jak
mówi Wojciech
Miziewicz,
współwłaściciel „Valentino", w restauracji każdy poczuje
się dobrze, w tym rodziny z dziećmi: - Mamy
kosz z zabawkami, duży telewizor, na którym maluchy mogą pooglądać
bajki. Z myślą o najmłodszych przygotowaliśmy miejsce, przy
którym mogą zjeść obiad. To niewysoki stolik, obok kanapa. Nie
protestujemy, gdy maluchy na nią wchodzą.
- żartuje. - Nie
mamy specjalnego menu dla dzieci, ale można zamówić połowę
porcji każdej z potraw, oczywiście w niższej cenie.
Tino
Cangi ma dużo planów związanych ze szczecińskim rynkiem
gastronomicznym. Planuje m.in. konkurs dla restauracji, podczas
którego będzie wybierana najlepsza i najbardziej „prawdziwa"
pizza: - Degustatorzy
będą incognito odwiedzali kolejne lokale -
zdradza. -
Dość imitacji pizzy!
Monika
GAPIŃSKA
Foto: archiwum
|